Od lewej: Anna Pięta i Magda Korcz.

PODSŁUCHANE. ODBICIE CZASU

TEKST: JULIA CIESZKO, ZDJĘCIE: MATERIAŁY PRASOWE

WARSZAWA 17.11.2017

BEZ KATEGORII MODA OPINIE

Anna Pięta i Magda Korcz zorganizowały już 10. edycji największych w Polsce targów mody autorskiej HUSH Warsaw (najbliższa już 11. edycja 2-3 grudnia na PGE Stadionie Narodowym). To m.in. dzięki nim polski projektant ma dla kogo tworzyć, bo dobrą modę, oprócz oglądania, Polacy zaczęli również kupować. Dla nas rozmawiają… same ze sobą. O modzie i nie tylko. A my podsłuchujemy.
Magda: - Moda to zwierciadło mijających lat. Pewne wzory odchodzą, inne zostają. Linia czasu. Albo raczej zaklęty krąg… Nasze myślenie o współczesnych trendach, ta pewność siebie, że tworzymy unikalne koncepty, to wielka bzdura! Moi państwo, to wszystko było! Nie bazujemy już na przełomach wzorniczych. Nie wiem nawet, czy opieramy się na przełomach społecznych – obawiam się, że jedynie na danych rynkowych. A szkoda, bo silne społeczne kody, jakimi posługiwali się jeszcze niedawno projektanci, to ogromne pole znaczeń i interpretacji.

Konstrukcja ubioru nie zmieniała się przez wieki. Zwrot nastąpił dopiero z początkiem XX wieku, wraz z powstaniem pierwszych domów mody, zrzuceniem gorsetów, a później z II wojną światową, która na zawsze przedefiniowała świat. To swoisty punkt wyjścia dla zjawisk, które ukształtowały mój obraz mody – od bycia outsiderem i manifestacji odrębności przez ubranie, poprzez zmiany społeczne związane z feminizmem i subkulturami muzycznego buntu, aż po uprzemysłowienie mody z początkiem lat 70. Jak wyglądałaby historia mody, gdyby nie ubiór postrzegany jako sztuka wyrażania osobowości i opozycji do mainstreamu?

Zaczęło się zapewne od dandysów, którzy jako pierwsi stworzyli mocno skodyfikowany ubiór. W latach 50. i 60. XX wieku w Wielkiej Brytanii i we Włoszech pojawili się tzw. Modsi poszukujący stylu, który potwierdziłby ich przynależność do „nowego”, innego świata. Korzystając z reglamentowanych materiałów i usług rzemieślników, kreowali trendy i podkreślali swój status. Z podobnych pobudek narodził się styl Boho, który – niczym nowa cyganeria – czerpał ze wzorów etnicznych funkcjonujących na obrzeżach społecznego życia, a który na język mody przełożyła między innymi Barbara Hulanicki, upowszechniając ten trend w londyńskim domu mody Biba.

Punktem zwrotnym okazało się wkroczenie kobiet na rynek pracy i najważniejsza II fala feminizmu z lat 60. XX wieku. Yves Saint Laurent w 1966 roku podważył obowiązujące standardy, wprowadzając ubrania postrzegane jako męskie do damskiej kolekcji „le smoking”. Ale również unisex ma głębsze korzenie: wystarczy tylko spojrzeć na subkulturę bitników i podkreślaną przez nich androginiczność. Trend, widoczny zwłaszcza w kobiecych prostych bluzach, golfach i czarnych elementach, symbolizował abnegację przepychu i skupienia na życiu intelektualnym. Współczesny unisex to tylko kolejna interpretacja ikonicznej Marleny Dietrich, Davida Bowie lub Prince’a. No i właśnie – nie zapominajmy o muzyce! To ona była spoiwem subkultur zbuntowanych przeciwko establishmentowi, polityce i konserwatywnym zasadom. Dzięki kontestowaniu współczesnego świata narodziła się rockabilly w latach 40., a także rock & roll. Hipisi z festiwalu Woodstock śpiewali: „My jesteśmy obok, świat nas nie dotyczy”. Z dwóch najsilniejszych subkulturowych opozycji trzeba wymienić brytyjskich skinheadów, których ruch powstał jako wspólnota młodzieży z dzielnic robotniczych, a ubranie było oznaką przynależności do grupy (czy nie to przypomina w swoich kolekcjach Gosha Rubchynskiy?), oraz najsilniejszy w wyrazie punk, cechujący się mocnym indywidualizmem, hasłem „no future” i Vivienne Westwood jako ikoną buntu.

Ania: - Tak! Vivienne Westwood, która dała nam modę zaangażowaną! Żyjemy w tych korzeniach. Jesteśmy pod wpływem złożonych zjawisk, trwających od lat. Coco Chanel dała nam spodnie, Diana Vreeland „Harpers Bazaar” i „Vogue’a”. I moja idolka, jedyna w swoim rodzaju Iris Apfel. Wszystkie wspaniałe, odważne, bezczelne i spoza schematu. Wszystkie z ciętym językiem, dlatego branża wciąż je cytuje. – Style – all who have it share one thing: originality – powiedziała Diane Vreeland i ja się pod tym podpisuję w 100 procentach, właśnie tego brakuje mi na polskich ulicach. Odwagi!

Do twojej historii dorzucam jeszcze Polskę. Nie zapominajmy, że w pewnym stopniu naszą modę kształtował kryzys. Farbowane ubrania z pieluchowej tetry, kolorowane trampki czy bluzka z pozszywanych szerokich wstążek – to pamiętam z szafy mojej mamy! Na wystawie poświęconej modzie w PRL-u w Muzeum Narodowym w Krakowie pokazano bluzkę ze spadochronu jeszcze z czasów wojny! Mamy w sobie ten pierwiastek niedosytu i ambicji, by ciągle coś ulepszać, choć ograniczają nas koszty. Ale tak! Lubimy osobowości, które nas kształtowały, miały na nas wpływ – szukamy narodowych symboli. Moda Polska to Jadwiga Grabowska – prawdziwa ikona stylu. Przed wojną nosiła stroje Chanel, w PRL-u bywała na pokazach mody w Paryżu, ale przede wszystkim zajmowała się ubieraniem „Warszawy”. Antkowiak – ojciec polskiego projektowania! Absolutny dandys zakochany w kobietach. Barbara Hoff, czyli mocno stąpająca po ziemi wizjonerka, która stworzyła pierwszą polska markę „dla ludu”. Wybijanie szyb w sklepach Hofflandu przez napierający tłum klientek musiało robić wrażenie! To były ikony, które dały niezłego kopa polskiej modzie i pozbawiły nas kompleksów, postawiły na oryginalność, a nie tylko kopie wzorów z eksportu. Jedne z pierwszych postaci, które myślały globalnie. Pierwsze na tyle uparte, że nie bały się wdrożenia własnych pomysłów. W kolejnych latach dopisałabym Joannę Klimas – za klasykę i nowoczesne podejście do tradycji polskiego wzornictwa – oraz Gosię Baczyńską – za to, że zrealizowała własną artystyczną wizję. Wielkie uznanie dla Ani Kuczyńskiej. Mam kilka rzeczy z tą metką i mimo upływu czasu robią wrażenie – ich kształty i uniwersalne kolory zupełnie nie tracą na aktualności. Obie panie łączy wysoka jakość produktu, oryginalny język estetyczny i szczerość w tym, co robią. Z młodych marek, które obecnie kształtują modę, zawsze wymieniam Est by ES. To mistrzostwo podejścia do kobiecej figury ze wszystkimi jej atutami i wadami. Klasyka w nowoczesnym ujęciu. No właśnie, klasyka. I tak dotarłyśmy do „korzeni” mody. Ponadczasowa ołówkowa spódnica, garnitur, trencz, spodnie cygaretki, kaszmirowy kardigan, biała koszula. To alfabet, od którego zaczynamy! Powinnyśmy je mieć w pierwszym rzędzie wieszaków, a dopiero potem szukać najgorętszych trendów i zataczać kolejne koło w historii mody.