JEŠTĚD. HOTEL NAD CHMURAMI

TEKST: MARCIN MOŃKA, ZDJĘCIA: WOJCIECH TRZCIONKA

LIBEREC 19.11.2016

ARCHITEKTURA DESIGN MIEJSCA SZTUKA

– Unoszę się, na wyciągnięcie ręki mam chmury – mówi bohater powieści Jaroslava Rudiša. Nie musimy mu wierzyć na słowo. Możemy tego doświadczyć. Trzeba tylko odwiedzić pewien hotel, czeską archikonę, na szczycie góry Ještěd, gdzieś pomiędzy ziemią a niebem…
Góra Ještěd w Libercu, w Czechach Północnych od dawna inspirowała okolicznych mieszkańców. To na jej szczycie – jak podaje kronikarz Johann Carl Rohn – wzniesiono w 1737 roku pierwszy kamienny krzyż, który przetrwał aż do roku 1812. Później pojawiały się kolejne, aż w roku 1868 wybudowano tu pierwszy dom z kamienia, nazwany imieniem księcia Rohana ze słynnego francuskiego rodu hrabiów i książąt, związanego z tymi ziemiami. Wówczas górę chętnie zdobywali turyści. To dlatego w 1876 roku pojawiła się pierwsza wieża widokowa, która później doczekała się kolejnych swoich następczyń. Od tego czasu ruch turystyczny nieustannie wzrastał. Młodsza historia Ještědu rozpoczyna się w roku 1907 roku, gdy na szczycie otwarto pierwszy górski hotel z wieżą liczącą 23 m wysokości. Po latach dużej aktywności – w 1959 roku obiekt stał się jednocześnie stanowiskiem telekomunikacyjnym, służącym do przesyłania sygnału telewizyjnego. Wkrótce jednak wybuchł wielki pożar i hotel spłonął całkowicie. Miejscowe władze postanowiły szybko go odbudować. Ogłoszono nawet specjalny konkurs, do którego przystąpiło dwunastu architektów. Zwyciężył projekt miejscowego architekta – Karla Hubáča i jego zespołu. Budowa nowego hotelu trwała 10 lat. Otwarto go niemal dokładnie 40 lat temu, we wrześniu 1973 roku. Hotel z nadajnikiem szybko stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych obiektów w tej części Europy, a wspólny projekt Hubáča, Zdenka Patrmana i Otokara Binera otrzymał szereg wyróżnień, w tym cenioną nagrodę Auguste'a Perreta, przyznawaną przez Międzynarodową Unię Architektów. Do dziś ta organizacja uznaje wieżę za najważniejszą czeską realizację XX wieku.

jested_designalive - 24

Hotel z iglicą, o kształcie obrotowej hiperboloidy, z nienaganną i proporcjonalną sylwetką, zaskakuje nowoczesnym wyglądem. Ma 94 metry wysokości, jego oś konstrukcyjną tworzą dwa żelbetowe walce. Dwie najniższe kondygnacje zajmują: maszynownia oraz inne pomieszczenia techniczne. Tuż nad nimi ulokowano taras widokowy, z którego wejdziemy do restauracji oraz hotelu. On też może pochwalić się trzema gwiazdkami. Do dyspozycji gości pozostają dwa apartamenty, dwanaście pokoi dwuosobowych oraz dodatkowo osiem „dwójek” o niższym standardzie (całkowita baza hotelu to około 50 łóżek). Te części obiektu zajmują w sumie cztery kondygnacje, a ich fasadę okrywają aluminiowe płyty. Kolejne cztery piętra są wyłączone z funkcji hotelowych, mieszczą się w nich sprzęty przeznaczone do łączności i telekomunikacji. Aby odróżnić tę część budowli od niższych stref, pokryto ją przejrzystymi płytami, które podtrzymują liny ze szklanych włókien. Obiekt ma specjalnie zaprojektowane zabezpieczenia – w końcu to teren, gdzie silne wiatry nie należą do rzadko spotykanych zjawisk. Budynek wyposażono więc nie tylko w amortyzatory drgań, ale także kilkukilogramowe obciążniki. Hotel wieńczy wewnętrzna kolumna o wysokości ponad 40 metrów. Na niej znajduje się z daleka widoczny maszt antenowy o wysokości 17 metrów: to symbol nie tylko góry Ještěd, ale całego Liberca i regionu. 

Do dziś hotel ze względu na swoją formę bywa traktowany jako przejaw poetyckości w architekturze. Działa na zmysły nie tylko gości, ale też pisarzy czy filmowców. „Unoszę się, na wyciągnięcie ręki mam chmury. Niebo. Sny. Nieskończoność. No i w końcu też samego siebie. W głębi pode mną rozpływa się nasze miasto. Miasto, które kocham i które nienawidzę. Miasto otoczone górami, przeszłością, czasem też strachem, dlatego że przeszłość nie jest niczym innym, tylko strachem. Ja go pokonałem” – to jedne z pierwszych zdań „Grandhotelu. Powieści nad chmurami” Jaroslava Rudiša, której akcja właśnie rozgrywa w hotelu Ještěd. Intrygujący obraz miejsca kreśli też znakomity reżyser David Ondříčk, który powieść Rudiša zekranizował. Jeśli więc nawet w najbliższym czasie nie macie w planach wizyty w Libercu, zawsze można odwiedzić bibliotekę bądź pogrzebać w filmotece i… unieść się ponad chmurami.

Więcej na: www.jested.cz