Twórczynie HUSH Warsaw Anna Pięta (z lewej) i Magda Korcz.

JEŚLI TWORZYSZ FIRMĘ, NIE MOŻESZ BYĆ CIĄGLE ARTYSTĄ

WARSZAWA 15.6.2015

LUDZIE MODA STYL ŻYCIA WYDARZENIA

- Naszym celem nigdy nie było robienie tylko targów. Pierwsza pojawiła się potrzeba, by coś zmienić w tej branży - mówią w wywiadzie dla "Design Alive" Anna Pięta i Magda Korcz, twórczynie HUSH Warsaw. - Nareszcie w tej branży coś się ruszyło, przetasowania, nowe zjawiska, nowe silne nazwy. I to wszystko - pamiętajmy - dzieje się w niesprzyjającej atmosferze - na rynku, na którym panuje błędne przekonania, że każdy może być projektantem i każdy może robić swoją modę.
Energiczne dziewczyny. Skuteczne menadżerki. Od kilku lat inwestują czas w promocję polskiej, autorskiej mody. Dzięki ich działaniom powstał HUSH Warsaw, targi skupiające najlepszych projektantów - aktywator sukcesu wielu polskich marek modowych. Selekcjonują, trzymają dobre standardy, wyszukuje talenty, dodają energii projektantom, których ubrania co raz częściej widzimy na ulicach polskich miast. Moda dla nich jest zjawiskiem - zjawiskiem kulturowym, ale też silnym elementem gospodarki. Tę ideę z uporem forsują zarówno w branży, jak i wśród instytucji. Kilogramy optymizmu spowodowały, że HUSH po dwóch latach ciężkiej pracy to już nie tylko dwie osoby organizujące event, a silna marka tworzona przez profesjonalistki zafascynowane dobrą polską modą. Budują strategie, doradzają, wydają magazyn, animują branżę, są świetnymi organizatorkami, które jeszcze nie powiedziały ostatniego słowa. Co będzie dalej? O polskiej modzie, ucieczce od czerwonego dywanu, sposobie na sukces w branży rozmawiamy z Anną Piętą i Magdą Korcz.

hush1

Aniu, ostatni raz spotkałyśmy się w trakcie wywiadu w 2011 roku. Byłam pod wrażeniem ilości rzeczy, które robiłaś - własna pracownia projektowa, marka, warsztaty. Jeszcze miałaś mało! Czułam twój niedosyt.
Anna: - Teraz mam przesyt (śmiech)

Spotykamy się po 4 latach. A tu proszę! Dwa razy w roku organizujecie z Magdą najważniejsze targi mody autorskiej w Polsce. 100 tys. osób w trakcie ostatnich edycji HUSH. Już jest satysfakcja? Sukces? Czy to jest ten moment, na który czekałyście?
A: - My naprawdę nigdy nie zakładałyśmy, że tak się stanie.
Magda: - Ilość osób nigdy też nie była miernikiem realizacji naszych celów. Przez te dwa lata organizacji HUSHa branża mody ogromnie się zmieniła i to również przez nasze targi. Okazuje się, że marki, które z nami zaczynały, teraz są świetnie funkcjonującymi przedsiębiorstwami. To są firmy zatrudniające ludzi, mające stałych klientów, dla których co sezon tworzą nowe kolekcje. Właśnie to jest naszym sukcesem. Pamiętam gdy powiedziałam Ani: zróbmy pięć HUSHy i to już będzie coś. Ten piąty, zakończony pokazem mody był przełomowy, uświadomiłyśmy sobie, że o to właśnie nam chodzi, że nareszcie w tej branży coś się ruszyło, przetasowania, nowe zjawiska, nowe silne nazwy. I to wszystko pamiętajmy dzieje się w niesprzyjającej atmosferze - na rynku, na którym panuje błędne przekonania, że każdy może być projektantem i każdy może robić swoją modę. A ludzie? Liczby mówią same za siebie. Bez zmiany świadomości konsumenta, nie byłoby zmiany świadomości w branży.
A: - Naprawdę nie przypisujemy sobie pionierskiego działania, że to właśnie my jesteśmy autorkami nie wiadomo jak znaczącej rewolucji. Pewne pozytywne zjawiska wpływające na branżę i jej rozwój działy się po prostu równolegle. Cieszymy się, że HUSH jest częścią tego boomu na polską modę. Nasza droga pokazała oczywiście zarówno te pozytywne, jak i negatywne aspekty. Powstają wspaniałe rzeczy, a zaraz obok kopie, a nawet kopie kopii. W Polsce wrzuca się niestety do jednego wora wszystkie polskie marki i projektantów, a przecież wiadomo, że każdy z nich reprezentuje inny poziom. Byłam zaskoczona, gdy na jednym z lokalnych, mniejszych eventów poświęconych modzie, zobaczyłam wzory autorów, których znam osobiście, a na metkach widniały jednak całkowicie inne nazwiska.

Również jedna z polskich sieciówek w swojej letniej kolekcji inspiruje się wzorami polskich marek, które zaczynały między innymi z wami.
M: - To smutne, że polska firma zamiast wykorzystać kreatywny potencjał projektantów i na nim budować swoje kolekcje, woli po prostu kopiować. Dlaczego nikt nie pomyśli w tej firmie, że można zwiększyć jakość swojej marki na dobrej współpracy z projektantami. Tak jak robi to na przykład H&M.

Widząc tłumy na wydarzeniach, które organizujecie mam wrażenie, że dość łatwo zjednujecie sobie odbiorców. Przekonać jednak do siebie branżę to już inne, trudniejsze zadanie.
A: - Ja to uwielbiam. Energia! Bycie poza branżą było świetne, bo wymagało od nas stuprocentowego profesjonalizmu. Zawsze marzyłam aby robić coś na tyle dobrze, by zyskać uznanie za dobrze wykonaną robotę - bez względu na to, czy ktoś cię lubi, czy komuś podoba się twoja fryzura, czy też nie. Długo dochodziłyśmy do miejsca, w którym jesteśmy - długo musiałyśmy przekonywać wiele marek do siebie. Te nazwiska, które chciałyśmy pokazać na początku, przyszły do nas dopiero koło czwartej edycji, a może nawet piątej. Jednak nasza strategia, by dokładnie selekcjonować modę zadziałała. Teraz, ludzie pamiętają często, że kupili ubrania na HUSHu, a nie zawsze pamiętają u kogo.

Udało wam się skupić tysiące ludzi wokół dobrej, polskiej mody. Czyli jakiej? Jaka jest moda, którą chcecie promować?
M: - W skrócie, moda, którą same chciałybyśmy nosić, która nie będzie pochodziła z sieciówek, którą tworzą świetni projektanci. Moda autorska, pokazywana przez nas to jest segment, który powstał równolegle do wielkich koncernów. To moda dedykowana konkretnym odbiorcom, którzy chcą się wyróżnić - wyrażają siebie poprzez ubrania, limitowane kolekcje. W tym roku kupiłaś bluzkę i masz pewność, że za chwilę już jej nie będzie. Poza tym, czynnik twórczy, który dodaje autor do swojego produktu jest po prostu wyjątkowy. Odbiorcy mają kontakt z założycielem marki, z projektantem i właśnie ta relacja jest unikatowa, buduje wartość, fantastycznie definiuje zjawisko intensywnego zainteresowania branżą mody.
A: - Ten personalny kontakt nobilituje sam produkt. To są małe obiekty sztuki.

Wyszukujecie nowe talenty. Wiecie, kto projektuje, a kto tylko szyje ciuchy. Pokazać się na HUSHu to już jest sukces. Oprócz promocji autorskiej mody udaje wam się również rozpowszechniać wysokie standardy, a nawet edukować.
A: - Od tego w zasadzie wyszłyśmy. Tak zaczęłyśmy działać. Naszym celem nigdy nie było robienie tylko targów. Pierwsza pojawiła się potrzeba, by coś zmienić w tej branży.
M: - Nie zapominajmy, że nadal jesteśmy fundacją. Zależało nam na konsolidacji środowiska, by pokazywać dobre praktyki, standardy - te idee nadal nam przyświecają. Targi wyrosły z tego wszystkiego, co robimy i HUSH stał się pewnego rodzaju platformą, na której nasze cele się realizują. Teraz jedziemy z kilkoma markami za granicę na targi. Myślimy o tym, by wspierać i rozwijać sprzedaż polskich projektów, prowadzimy szkolenia, wydałyśmy mapę polskiej mody i pięć numerów magazynu, pisali dla nas profesjonaliści z branży, znakomici autorzy. To nigdy nie były tylko wydarzenia.

Marki modowe powstają jak grzyby po deszczu. Nie wszystkie przetrwały więcej niż sezon. Często wspieracie projektantów w budowaniu strategii, ale też wytykacie błędy i nie przepuszczacie przez sito HUSHa.
M: - Niestety tak musi być. W Polsce projektują wspaniali, utalentowani ludzie, ale do stworzenia marki potrzebny jest również czynnik menedżerski, którego, jak obserwujemy, czasami brakuje. Jeśli tworzysz firmę, nie możesz być ciągle artystą. My również się uczymy - HUSH rośnie wraz z siłą projektantów i wiele rzeczy same w końcu pojęłyśmy. Nauczyłyśmy się. Jeżeli sprzedajesz swoje produkty za kilkaset złotych, nie możesz pokazać sesji z ciuchem na wieszaku i widoczną ręką, która go trzyma. Branża to nie tylko projektant. To cała sieć ludzi i firm - modelka, fotograf, postprodukcja, copywriter, szwalnia, dystrybucja. Dlatego zabierając się za modę musisz mieć świadomość, co ci wszyscy ludzie robią i dlaczego są ci potrzebni. Marki, z którymi pracujemy to dobrze prosperujące firmy. Tak chcemy o nich myśleć.
A: - Często podkreślamy potrzebę jakości i szacunku do odbiorcy. Przecież nie projektujesz dla siebie - swoją pracę musisz zakomunikować i sprzedać. Potrzebujesz dobrych zdjęć, dobrej informacji prasowej. Jeżeli w twoje kolekcji wykorzystujesz naprawdę ekologiczne produkty, to mów o tym, nie ukrywaj. To cię przecież wyróżnia. Nie wystarczy lakonicznie napisać, że projektujesz uniwersalną, klasyczną modę dla kobiet świadomych, bo tak robią wszyscy.

W jednym z wywiadów, powiedziałyście, że w polskiej branży mody brakuje również kooperacji, silnej instytucji.
A: - Naprawdę nie o to chodzi, by namawiać wszystkich - słuchajcie, projektujecie, otwierajcie firmy jest extra. My między innymi dążymy do takiego stanu idealnego, w którym w Polsce istniałoby kilkanaście, kilkadziesiąt marek, ale silnych, zdolnych sprzedawać, pokazywać się za granicą, wychodzić poza nasz kraj. By miały wsparcie również ze strony instytucji, tak samo jak wielki polski przemysł. By ludzie twórczy i i przedsiębiorczy znaleźli swoje miejsce. W branży kreatywnej dzieje się tyle dobrego, trzeba to tylko zauważyć i sensownie połączyć. Mówię również o produkcji, szwalniach, konstruktorach - nie tylko o projektantach. To jest silna gałąź naszej gospodarki kompletnie nie zauważalna tam u góry.
M: - Tak. Moda jako ważny element gospodarki. Trzeba działać, ale odgórnie. Tego naszymi małymi rączkami nie da się zrobić. Nawet sto marek naraz tego nie zrobi. Potrzebny jest konkretny program rządowy - niech to ktoś w końcu przynajmniej policzy i ustali strategię. Przestaniemy wówczas narzekać, że Polska nie ma tygodnia mody i zaczniemy wspierać przedsiębiorców. Marki to są właściciele firmy - oni odprowadzają podatki, zlecają produkcję konkretnej szwalni lokalnej, nie szyją za granicą, szyją w Polsce. Osobiście gotuje mi się krew, jak o tym myślę. Będziemy jak kraj skolonizowany - zrzuca nam się „skręcanie długopisów” - a zapomina o tym, że mieszkają tu ludzie, wykształceni, utalentowani. Spójrzmy na dobre przykłady - chociażby płynące z całej Skandynawii. Obecnie nie istnieje jakikolwiek plan promocji polskiej mody.

hush2

Może to jest właśnie temat dla HUSHa?
A: - My jesteśmy przygotowane, by zrobić coś na większa skalę. Ciężka praca u podstaw wymaga jednak pomocy zewnętrznej. Nie możemy jednocześnie pracować i godzić interesów całego świata. Możemy stać się jednym z elementów składających się na większa instytucję. Podobnie jak w Wielkiej Brytanii, gdzie w działania na rzecz branży mody angażują się różnorodne podmioty - zarówno biznesowe, jak i instytucjonalne.
M: - Pierwsze targi robiłyśmy tylko we dwie. Jeżeli w ogóle mamy myśleć o działaniach na rzecz branży, to musiałybyśmy poczuć jakiekolwiek wsparcie organizacyjne, finansowe, kadrowe. Dwie prywatne osoby nie są w stanie tego zrobić. Potrzebny jest poniekąd lider instytucjonalny spoza. Mowa tutaj o silnej, przemyślanej instytucji z zaplanowaną strategią na przynajmniej 10 lat. Dopiero systemowo, według planu cokolwiek osiągniemy. Teraz, doświadczamy zbyt wielu sytuacji, które pokazują niestety, że lepiej skupić się na swojej pracy, bo nawet jeżeli działasz pro bono, to czasami i tak nie masz na kogo liczyć.

Rozumiem, ale wy już jesteście silną instytucją, robicie więcej niż tylko targi.
A: - Tak, ale to właśnie dzięki targom jesteśmy w stanie zrobić coś więcej dla branży, pokazać dobre i złe strony. Na ten moment to naprawdę wystarcza. Już to zrozumiałyśmy. Nie przebijemy głową muru.

Wszystkim nam należy się nagroda za przeżycie w polskiej branży kreatywnej, taki Oscar za całokształt orki na ugorze.
A: - Może powinnyśmy przyznawać zamiast statuetek HUSH Selected to HUSH Survivers (Śmiech)
M: Jest naukowo udowodnione już od dawna, że im trudniej, tym bardziej kreatywnym się stajesz.

Jest trudno?
M: - Wiele się zmieni jeśli przestaniemy traktować modę jak grupę artystów i zaczniemy dostrzegać marki. To nie jest projektantka, która szyje trzy bluzki i sprzedaje na HUSHu. To są firmy mające swoje kanały sprzedaży, swoich klientów, pracowników. W tym kierunku zacznijmy myśleć. Na HUSHu pokazujemy debiutantów, w których wierzymy, jak i projektantów, działających od wielu sezonów. Ten rynek jest z pewnością bardziej zróżnicowany niż mogłoby się klientom wydawać. I fajnie! Pomimo pełnego zachwytu i dumy nad tym, co nam się w Polsce udało i jak bardzo utalentowanych mamy projektantów, nie zapominajmy, że jesteśmy dopiero na początku drogi. Jeszcze wiele musi się zmienić, by móc konkurować na rynku europejskim.
A: - Dzieje się też wiele wspaniałych rzeczy. Wprowadziłyśmy w życie projekt HUSH Warsaw International. Dzięki wsparciu Miasta Warszawa, Instytutu Polskiego w Dusselfdorfie, Izby Handlowej w Kolonii jedziemy do Niemiec z 10 markami na targi branżowe B2B. Tworzymy silną grupę firm, które z pewnością staną się sercem branży i będą dawać dobry przykład kolejnym, funkcjonować według najlepszych standardów rynkowych. To nas ogromnie cieszy i z pewnością pomoże mniejszym, startującym firmom.

Czego potrzebuje polska moda, by było o niej głośno w Polsce i za granicą? Gdyby przyszedł ktoś i dał wam pieniądze, co z nimi robicie?
M: - To jest wielopoziomowa strategia. Z jednej strony potrzebne są zagraniczne wystawy - prezentacje projektantów mody, dostosowane do marek biorących w nich udział. Druga rzecz to są profesjonalne marki B2B, które wspierać będą rozwój firm. Trzeci element to wszelkie działania na rzecz budowy sieci sprzedaży w Polsce i za granicą - by polska moda pojawiła się w zagranicznych butikach. Promocja, dostępność i sprzedaż, plus wsparcie produkcji. Mam również takie marzenie, by zaplanowano rok mody polskiej - tak jak dzieje się to w kulturze - który pozwoli zaistnieć różnymi kanałami, pokaże zarówno historię, jak i nowe zjawiska. Za takim działaniem mógłby iść silny pokaz targowy. Te dwa poziomy, potrzebne zarówno w Polsce, jak i za granicą, mają szansę się nawzajem przenikać i stymulować.

hush3

Jak oceniacie rynek mody autorskiej. Jaki ma zatem potencjał rozwoju?
M: - Jeśli chodzi o sprzedaż, ja nie jestem skrajną optymistką. Musimy pamiętać, że rynek marek autorskich jest lokalny. To jest Warszawa plus kilka miast w Polsce. Oczywiście dużo dają programy telewizyjne typu talent show dla projektantów, ale nadal popyt jest ograniczony. Sam rynek odzieżowy ma, według badań, wzrosnąć jeszcze o 18 proc. w przyszłym roku. Teraz, pojawia się pytanie, czy ten potencjał zostanie zagospodarowany przez sieciówki, czy też polskie, autorskie marki stworzone przez samych projektantów? Czy uda nam się przynajmniej część z tego procentu przełożyć na rodzime firmy?
A: Pocieszające z pewnością jest to, że projektanci są coraz silniejsi, uczą się, podglądają inne dobrze radzące sobie na rynku firmy takie jak: RISK Made in Warsaw, Femi Pleasure, Dream Nation. Jest szansa zatem, że rynek będzie się poszerzał również w tym segmencie.

To śmieszne, że gdzieś pod nosami fashion weeków, weekendów, celebrytów powstała inicjatywa pokazująca modę tysiącom ludzi, którzy rzeczywiście ją kupują. Wy i tzw. high fashion to jednak dwa całkowicie różne światy.
M: - To jest poważny temat. Z pewnością media odgrywają tutaj zasadniczą rolą. Nam udaje się współpracować od dawna z najważniejszymi magazynami branży lifestyle. Są jednak inne tytuły, które nie opublikują niczego innego niż czerwony dywan, bo właśnie to się sprzedaje. Dopóki takie podejście się nie zmieni, nie ma możliwości, by świadomość odbiorców była inna. To spotkanie naszych światów z pewnością już się odbywa - i to nas cieszy. Projektanci rozpoznawalni, medialni, ci z samego szczytu tej góry zaczynają tworzyć kolekcje dla „normalnego” odbiorcy. Osoby, które w tym kraju stać na sukienki za 15 tys. zł zawsze będą, ale to jest mała skala. Najlepszy komplement to usłyszeć: fajna bluzka. Co to, Zara? Nie, młody polski projektant.
A: - Rynek dóbr luksusowych w Polsce nie istnieje, a czerwony dywan jest przeznaczony dla 1 proc. naszej populacji. To nas kompletnie nie martwi - niech tak będzie, nie chcemy w ten nurt wchodzić. Robimy targi mody, na których same chciałybyśmy się ubrać, na których dokonuje się selekcji według najnowszych trendów, najwyższych standardów - smacznie, różnorodnie, tak, jak same chciałybyśmy kompletować swoją garderobę. Moda dzięki temu wyszła na ulicę, stała się bardziej dostępna, udowadniamy, że kupując mniej, ale dobrej jakości, jesteś w stanie świetnie się ubrać.

Jaki następny krok? Pokazy mody?
A: - Wiele osób nas o to pyta. Owszem, zrobiłyśmy nasz pierwszy pokaz. Było wspaniale - 500 gości, świetni projektanci. Wszyscy znaleźli swoje miejsce, widać było dobrą zabawę, czułyśmy energię. Zaszczycili nas swoją obecnością Grażyna Hase i Jerzy Antkowiak. Była to szansa na wspólną rozmowę, wymianę opinii na temat mody i branży. Weszliśmy z HUSHem już w stały kalendarz imprez w Polsce. Wiemy więc, jak mają wyglądać pokazy mody organizowane przez nas. Wiemy też, kogo chcemy tam widzieć i w jakim otoczeniu. Myślimy o stworzeniu eleganckiego połączenia, a nie eventu, na którym potykasz się o pięć samochodów i pralki, reklamowane zaraz obok wybiegu.
M: - Nie będziemy ukrywać, że powoli myślimy o zmianie formuły. Wszystko trzeba jednak przemyśleć pod każdym, zwłaszcza biznesowym, względem. Pokazy mody to ważny element branży, w której pracujemy. W zeszłym roku widziałyśmy kilka marek, które rekomendowałyśmy na pokaz w Berlinie i to był prawdziwy strzał, inspiracja, fantastyczna prezentacja, dająca wiele energii. Teraz trzeba zakasać rękawy i zrobić kolejny krok.

Rozmawiała: JULIA CIESZKO

hush4

hush5