ARCHIKONY. CZERWONY LABIRYNT

TEKST: MAREK WARCHOŁ, ZDJĘCIA: RICARDO BOFILL

CALPE 7.1.2018

ARCHITEKTURA MIEJSCA

La Muralla Roja (Czerwony Mur) wznosi się nad amfiteatralnie ukształtowaną zatoką Morza Śródziemnego, w turystycznym miasteczku Calp w Walencji. Przypomina arabską fortecę zwaną kasba – jedną z owych warowni górujących nad historycznymi miastami Afryki Północnej, domostw butnych i ponurych bejów. Widziany od strony wód zatoki, sprawia wrażenie siedziby któregoś z nieprzyzwoicie bogatych współczesnych Charlesów Fosterów Kane’ów czy Kubilaj-chanów, jakiegoś rosyjskiego oligarchy lub amerykańskiej gwiazdy filmowej.
Jednak La Muralla Roja nie jest ucieleśnieniem mitycznego Xanadu – to tylko jeden z licznych w okolicy zespołów zabudowy mieszkaniowej, mieszczący 50 apartamentów gotowych na przyjęcie turystów spragnionych spiekoty śródziemnomorskiego słońca. Wybudowany na początku lat 70. XX wieku według projektu Ricardo Bofilla, stanowi doskonałą ilustrację owej szalonej i niepoważnej architektury, lansowanej w owych czasach przez proroków postmodernizmu. Jest też przykładem autorskiej, jak mi się zdaje, koncepcji Bofilla – „mieszkalnego pałacu”, modelu znanego choćby z podparyskiej realizacji Les Espaces d'Abraxas – zdekonstruowanej wersji barokowego miasta mieszczącej mieszkania socjalne.

La Muralla Roja to dziwna hipostaza architektury – zachwycająca, a przecież zupełnie niepiękna. Przestrzeń ukształtowana jest tu w sposób budzący niepokój. Poszczególne apartamenty rozlokowano na różnych poziomach zorganizowanych wokół platform, tarasów, mostków i schodów – całość sprawia przez to wrażenie sennej wizji szalonego architekta. Połamane płaszczyzny w kolorach rozciągających się od ochry, poprzez fiolet, róż i indygo, aż po jaskrawy błękit, tworzą idealną scenografię do nowej wersji „Złodzieja z Bagdadu”, w której młody następca Douglasa Fairbanksa pokona w walce na noże niezliczone zastępy rębajłów kalifa, dokonując przy tym niemożliwych akrobatycznych wyczynów pomiędzy tarasami, wieżami i zakolami klatek schodowych.

Jest w tej architekturze coś, co nie pozwala intelektowi spocząć na laurach, co wywołuje w kłębowisku neuronów niespokojny ruch, jak w gnieździe szerszeni. Uporczywa i chłodna prostopadłość ścian, nakładające się plany i perspektywy, krzyżujące się schody poddane jak gdyby nieznanym zasadom geometrii – wszystko to zdaje się odsyłać nas gdzieś daleko, w głąb czasu i umysłu, w pierwotną przestrzeń wypełnioną ikonami i archetypami kultury.

Mamy tu bez wątpienia do czynienia z archetypem Labiryntu – oznaczającym być może niemożność poznania, dotarcia do obiektywnej prawdy o świecie i rzeczywistości. La Muralla Roja to kolejny, współczesny wariant Labiryntu – zapoczątkowany przed tysiącleciami w Knossos na Krecie, siedzibie mitycznego Minosa, którego pałac – będący także mieszkaniem znanego skądinąd Minotaura – lśni dzisiaj w śródziemnomorskim słońcu z nie mniejszą intensywnością niż dzieło Bofilla, współczesnego Dedala.

Przemierzając zwodnicze klatki schodowe, których bezlik mieści w sobie Czerwony Mur, czujemy się jakby wewnątrz któregoś z rysunków M.C. Eschera. Schody plączą się i przenikają, płaszczyzny tarasów i ścian nakładają się na siebie w dziwnych konfiguracjach, i choć wszystko zdaje się przemyślane i racjonalne, nic tu tak naprawdę nie jest oczywiste, a skłębione ścieżki okazują się prowadzić donikąd.

Czym jest Labirynt? Wszechświatem? Dowolnym jego punktem, fraktalnie zmniejszonym odbiciem całości? Alefem z opowiadania Jorge Luisa Borgesa – owym punktem w przestrzeni, który zawiera w sobie wszystkie inne; miejscem, w którym znajdują się wszystkie miejsca świata widziane ze wszystkich możliwych punktów? A może jest Architekturą sprowadzoną do najprostszych słów, do ikonicznych znaków, do podstawowych gestów? Zwyczajnością murów, schodów i korytarzy, banalnością perspektyw, poezją kolorów i faktur…

Więcej na: www.ricardobofill.com