Niebanalnym przykładem sentymentalnych przedsięwzięć inwestycyjnych jest zrealizowana w 2010 r. rozbudowa brdy w okolicach Lublińca na Śląsku dokonana przez architektów z Medusa Group – prostopadłościenny klockowaty kontener przyssał się na podobieństwo metalowego pasożyta w organizm trójkątnej chatki umożliwiając wniknięcie leśnego otoczenia w ciepłą przestrzeń mieszkania.

ARCHIKONA: BRDA, CZYLI MAGIA PREFABRYKOWANYCH WCZASÓW

TEKST: MICHAŁ WARCHOŁ, ZDJĘCIA: TOMASZ ZAKRZEWSKI

WARSZAWA 27.5.2016

ARCHITEKTURA MIEJSCA OPINIE STYL ŻYCIA

A może rzecz cała tkwi w archetypicznej prostocie tej wakacyjnej ikony, w jakiejś radosnej, utraconej dzikości, którą w niej odnajdujemy…
Domki typu „brda” – trójkątne chatynki z drewnianych segmentów rozgonione po całej Polsce jak wygnane plemię. To coś, jak gdyby okruch dzieciństwa. Coś, co kryło się może w owych ciasnych wnętrzach wyłożonych drewnem, a może w zapachu tego drewna, w szorstkości jego słojowatej struktury. A może chodziło o te pochylające się nad nami, skośne ściany poddasza, w których człowiek czuł się trochę niepewnie, jak w domku na drzewie albo jak w namiocie rozbitym pośrodku lasu, wśród szumu wiatru. Albo o surowość wnętrza, prostotę i siermiężność wyposażenia, o te parę krzeseł, kanapę i stół, które pomagały zapomnieć o tym co było i będzie, umieszczając nas w samym środku tego, co jest.

Tamte wakacje spędzane w brdach, identycznych jak pieczęcie lub jak powracające co roku refreny. Tylko otoczenie się zmieniało: jednego lata jezioro, innego las, kiedyś góry. W tej powtarzalności była jakaś czarowność, jakaś magia wynikająca z odnajdywanego rokrocznie, wytęsknionego klimatu – może klimatu owych czarnych nocy za oknami, które się przeżywa tylko w dzieciństwie. A to były przecież tylko zwyczajne katalogowe domki wakacyjne. Banalność peerelowskich urlopów rozsiana po całym kraju, od Bałtyku po Beskidy. Produkt bydgoskich Zakładów Stolarki Budowlanej. Arcydzieło letniskowej prefabrykacji.

Coś w tym musiało być, skoro do dzisiaj brdy cieszą się niegasnącą sympatią i wypoczywamy w nich równie chętnie jak w latach 80-tych i 90-tych. Więcej: bywa, że adaptujemy je na domy całoroczne, a nawet decydujemy się zainwestować w ich przebudowy i modernizacje. Niebanalnym przykładem owych sentymentalnych przedsięwzięć inwestycyjnych jest zrealizowana w 2010 roku rozbudowa brdy w okolicach Lublińca na Śląsku dokonana przez architektów z Medusa Group – to tam właśnie prostopadłościenny klockowaty kontener przyssał się na podobieństwo metalowego pasożyta w organizm trójkątnej chatki umożliwiając wniknięcie leśnego otoczenia w ciepłą przestrzeń mieszkania. Ruch zapoczątkowany przez Medusę odnalazł zaś swoją kontynuację za granicą, w belgijskim Brecht – również i tam, za sprawą architektów z pracowni dmvA, prostokątny szklany kloc wrzyna się z mocą w skośną połać cudzoziemskiej brdy, wydzierając z jej objęć zazdrośnie hołubioną cząstkę przestrzeni.

brda_medusa_designalivemag - 6

brda_medusa_designalivemag - 1

Nie da się zaprzeczyć, że rozkraczona sylwetka brdy na dobre zakotwiczyła w naszej wrażliwości: wywołuje napady nostalgii, a niektórych nawet inspiruje. Ślad takiej inspiracji odnajdziemy w ofercie katowickiej firmy Doomo, specjalizującej się w „nietypowych projektach typowych” – mowa o domu zwanym Brda’12, będącym w zasadzie w całości dachem wyrastającym wprost z ziemi i do niej powracającym. Jest to dom-wzgórze o łagodnie nachylonych zboczach, z których możemy podziwiać widoki lub zjechać na sankach.

To chyba w owej bliskości ziemi, w potajemnym jakimś związku z otoczeniem, tkwi sekret magnetyzmu brdy. Chciałoby się rzec, używając języka akademickiego, iż dzięki uniwersalności swej formy brda z łatwością wpisuje się w każdy kontekst. Ale może jest tak, iż to raczej kontekst wpisuje się w brdę – to nie przestrzeń zawłaszcza architekturę, ale architektura zawłaszcza przestrzeń, metkując ją i pieczętując stemplami swoich sylwetek jak znakami firmowymi pewnego stylu bycia i wypoczywania.

A może rzecz cała tkwi w archetypicznej prostocie tej wakacyjnej ikony, w jakiejś radosnej, utraconej dzikości, którą w niej odnajdujemy… Brdy zdają się przecież wychodzić wprost z ziemi, wyłaniać z niej i jednocześnie silnie z nią zrastać jak pierwotne domostwa, jak ciasne jaskinie pachnące igliwiem, jak leśne szałasy posklecane naprędce z gałęzi dla ochrony przed deszczem.

brda_medusa_designalivemag - 8

brda_medusa_designalivemag - 10

brda_medusa_designalivemag - 4

brda_medusa_designalivemag - 3

brda_medusa_designalivemag - 2