RZADKO SIĘ ZDARZA, BY OBIEKT, W KTÓRYM BYŁEM, OTRZYMAŁ DRUGIE ŻYCIE

ROZMAWIA: JULIA CIESZKO, ZDJĘCIA: PROJECT EXPLORATION, LESZEK JAŃCZAK

WARSZAWA 7.2.2019

MIEJSCA SZTUKA

– Ogromne emocje wzbudzają domy. Te opuszczone, których w naszym kraju jest coraz więcej. Wchodzisz i zaczynasz się rozglądać. Ten zapach. Koloryt. Pamiątki. Czasami znajduję album ze zdjęciami, szafę pełną ubrań... – Leszek Jańczak, Project Exploration.
Zniszczone, zaniedbane, opuszczone, zapomniane twory niechcianej już architektury, schowane w dzikiej roślinności, często pokryte graffiti. Teraz odkrywane na nowo za sprawą pasjonatów miejskiej eksploracji. Plecak i sprzęt fotograficzny już nie wystarczają. Im bardziej ekstremalnie, im więcej przeszkód po drodze do pokonania, tym lepiej – niczym budowlany surwiwal i nowy sport ekstremalny. Powstają blogi, vlogi, portale i grupy społecznościowe, a kolejni śmiałkowie wymieniają się tajemniczymi zdobyczami – udokumentowanymi podróżami w opuszczone przez człowieka miejsca. Leszek Jańczak w ramach trwającego od kilku lat Project Exploration robi to jednak inaczej. Czasami wystarczy mu jedno zdjęcie, by oddać atmosferę miejsca i historię ludzi, którzy w nim mieszkali. Nie jest dokumentalistą. Nie chce być reporterem. Szuka „momentów”, które zostaną potem z nim na zawsze.

 Jedno ze swoich zdjęć podpisałeś „Fogotten become unforgettable”. Skąd w nas tyle zachwytu nad opuszczonym, zniszczonym miejscem? 

- Lubimy obrazy, które są dla nas niedostępne, których nie mamy na co dzień. Sprzyja temu zapewne fascynacja obiektami vintage – meblami, wyposażeniem wnętrz, wszystkim tym, co minione. Sądzę, że przede wszystkim są to jednak wspomnienia, nostalgia. Dostrzegamy obiekty, które znaliśmy z dzieciństwa lub zwyczajnie doceniamy ich klasyczne, ponadczasowe piękno. Poza tym w ostatnich latach pojawiło się ogromne zainteresowanie tematyką miejsc opuszczonych w kontekście ich odkrywania i fotografowania. Można powiedzieć, że jest to rodzaj mody, wynikający chociażby z tak prozaicznego powodu jak rozwój elektroniki i dostępność internetu.

Jest pełna dostępność w odkrywaniu tego, co jeszcze do niedawna było schowane, tajemnicze. Czasami fotografia nie ma nawet znaczenia.

- U mnie zaczęło się zupełnie inaczej. Tkwi we mnie cały czas ten mały chłopiec, który lubił przeskoczyć przez płot i zaglądać w ciekawe, nieznane, zakazane miejsca. Na początku chciałem tam po prostu wejść, zobaczyć, co jest w środku. Później przerodziło się to w próbę docenienia, uwiecznienia tego, co w danym miejscu się znajduje. Sama fotografia była zawsze obok, towarzyszyła mi.

Gdy zaczynałeś, w Twoich pracach dominował motyw industrialny. 

- To mnie fascynowało. Urządzenia, maszyny, fabryki – to dla wielu mało chwytliwe tematy. Zacząłem też od trudniejszych w odbiorze zdjęć – czarno-białych – bo to one pozwalały mi zobaczyć, jak układa się światło. Z czasem coraz bardziej odczuwałem, że fotografowanie bez koloru to odbieranie tym miejscom prawdy i uroku. Mimo wszystko byłem konsekwentny. Zmieniłem podejście, gdy pojechałem do opuszczonej fabryki barwników. W halach nie było wiele – pusta przestrzeń, ogromne świetliki i ściany zachlapane farbą. To właśnie tam powstało jedno z moich najważniejszych zdjęć. Przedstawia moment, w którym zdecydowałem, że od teraz będzie już tylko kolor.

Czym dla Ciebie jest ten moment odkrywania? 

- To dla mnie wciąż trudne pytanie. Walczę ze sobą, by nie poddać się reporterskiemu pędowi, ale poszukać w opuszczonych miejscach czegoś swojego, unikalnego.

...ale Ty potrafisz więcej. Wyrażasz historię miejsca jednym ujęciem. Zdjęcie z hotelu, na którym widać posągowe meble z poprzedniej epoki pokryte pierzem to zamknięta opowieść. Nie wiemy, gdzie się znajduje ten pokój, ale działa na wyobraźnię.

- Znam osoby, które wchodzą do opuszczonego budynku i robią kilkanaście ujęć jednego kadru. Gdy chcesz wiedzieć dokładnie, jak jest w tych miejscach, odwiedzasz ich stronę i widzisz każdy szczegół. Mnie wystarczy, że zobaczę coś ujmującego. Czasami jest to tylko jedno zdjęcie. Nie wiem, czy jest dobre, czy złe, ale jestem w stanie je obronić. Szukam czegoś więcej. Bardziej tworzę niż dokumentuję.

Który zatem z kontekstów jest wówczas dla Ciebie najważniejszy? Czego szukasz? Architektura? Wyposażenie? Natura?

- Wielu rzeczy. Wyobraź sobie opuszczony hotel. Choć mam cały dzień i nikt mnie nie pogania, to moje doświadczenie podpowiada, że muszę być przygotowany, czujny, wiedzieć, czego w danym miejscu chcę. Jednak zawsze pojawia się ten mikroimpuls, który zdecyduje o ostatecznym efekcie. Ten moment, który mnie urzeka. Przechodzę więc przez cały budynek, zrobię kilka zdjęć i jestem z tego zadowolony. Nigdy jednak nie jest to oparte o schemat. Nie potrafię wytłumaczyć, dlaczego jest to czasami krzesło, a innym razem ściana...

Project Exploration nie podaje miejsc, nazw, czasu. Czy aż tak trzeba chronić te już i tak mocno zaniedbane budynki?

- Nie podaję lokalizacji z bardzo prostych powodów. Widziałem miejsca, które po upublicznieniu zostały całkowicie zniszczone. Byłem w pięknym, starym i już nieczynnym ośrodku wczasowym. Atrakcyjny pod względem architektonicznym. W środku pozostał praktycznie nienaruszony. Było to niesamowite przeżycie, powrót do dzieciństwa, do typowych dla poprzedniej epoki wnętrz, wyposażenia, wystroju – kompletne meble, szafa grająca, sala balowa, kuchnia. Jednak ktoś podał lokalizację i wszystko zostało rozkradzione, szyby powybijane, ściany pomalowane. Nie każdy potrafi docenić takie miejsce.

Obowiązuje Was niepisana zasada, że eksplorując, możecie zostawić tylko ślady butów...

- Kiedyś sfotografowałem domek w lesie, w którym znajdowały się fotele Chierowskiego w nienaruszonym stanie. Wyobraź sobie, co się działo w komentarzach pod zdjęciem. Pamiętajmy, że przecież wszystko ma swojego właściciela. Drugim ważnym powodem, dla którego nie podaję miejsca, jest bezpieczeństwo. Gdy chodzisz po górach, masz pewne doświadczenie, wyczucie – zwracasz uwagę na pogodę, masz odpowiednie buty. Chodzenie po opuszczonych miejscach również rządzi się swoimi prawami, uczy wyobraźni.

Przyznaję. Oglądaniu Twoich zdjęć towarzyszy nieodparta ciekawość. W głowie pojawia się wiele pytań: Ggdzie? Kto? Dlaczego?

- Za każdym razem zastanawiam się, dlaczego ludzie pytają o lokalizację. Większość komentarzy na mojej stronie to właśnie pytanie: Gdzie? Najważniejsze jest przecież to, co widzimy. Czasami nawet bez kontekstu. Co do odbioru samego zdjęcia – bez względu na to, czy jest udane, czy nie – wniesie lokalizacja danego budynku? Co zmieni w jego ocenie, jeśli powiem, że jest to w Polsce, Niemczech, Austrii czy we Włoszech?

Historia danego miejsca jest nadal ważna?

- Bardzo ważna. Czasami przed wyjazdem szukam informacji na temat danej lokalizacji, ludzi, którzy tam mieszkali lub pracowali. Samą historię możesz odkryć też na miejscu, bo każde z nich ma niepowtarzalny urok. To, co jednak dla Ciebie może być mało atrakcyjne i ciekawe, dla mnie może okazać się wyjątkowe, czy to dzięki padającemu światłu, czy też dzięki moim doświadczeniom. Paradoksalnie według mnie najlepsze miejsca to właśnie te puste, dość minimalistyczne w wyrazie. Odbiorca na zdjęciu tego nie zobaczy, ale za każdym z nich stoi moja historia – jak tam dotarłem, jak je znalazłem, co zobaczyłem...

Zawsze będziesz widział w swoich zdjęciach więcej niż my. Zastanawiasz się nad tym, jak jesteś odbierany?

- Prace prezentuję głównie na Facebooku, który ze względu na swoją komercyjną specyfikę ogranicza dotarcie do wszystkich. Jeśli miałbym zrobić swoją wystawę, nie trafiłoby tam prawie żadne z dotychczas opublikowanych i polubionych zdjęć. Jestem wielbicielem minimalnych, prostych kadrów. W moim albumie, nad którym obecnie pracuję, zdecydowanie dominować będą pozornie puste przestrzenie. To, co mi się bardzo podoba, często nie spotyka się z zainteresowaniem osób obserwujących moje prace.

Minimalizm bywa trudny.

- Lubię zostawić lukę, którą ktoś sobie wypełni. Nie tworzę książek, w których archiwizuję piękne wnętrza. Lubię prostotę. Za moim rodzinnym domem było kilka ulic, a za nimi las i tory. Prowadziły do starej nastawni z czerwonej cegły. Całe dzieciństwo mnie fascynowała. W zeszłym roku udało mi się tam wejść. Oczywiście wiele elementów zostało wywiezionych, ale gdyby ktoś zapytał mnie o najważniejsze odkryte przeze mnie miejsce, to wskazałbym właśnie to.

Takie proste, a jednak mocne. Wszystko, co związane z naszymi wspomnieniami, powoduje największe poruszenie.

- Ogromne emocje wzbudzają domy. Te opuszczone, których w naszym kraju jest coraz więcej. Wchodzisz i zaczynasz się rozglądać. Ten zapach. Koloryt. Pamiątki. Czasami znajduję album ze zdjęciami, szafę pełną ubrań. Kiedyś natknąłem się na życiorys kobiety, która opisywała całe swoje życie. Po wybuchu II wojny światowej wyjechała do Francji, ciężko pracowała, poznała męża... Niesamowite przeżycie.

Zapewne niektóre kadry zostaną już z Tobą na zawsze. 

- Byłem w willi kobiety, która, jak niektóre źródła donoszą, była lekarką. Można zobaczyć jej gabinet, bibliotekę, sypialnię, fortepian... Przepiękny architektonicznie dom. Przez kilka lat śledziłem jego zdjęcia w internecie, obserwując, jak ulega presji czasu. Pamiątka po interesującej osobie, która nadal wyzwala emocje. To jedno z najważniejszych dla mnie odkryć.

Nostalgia bywa też smutna. Na zdjęciu jednego z opuszczonych wiejskich domów widzimy pokój pozostawiony w nienaruszonym stanie, jakby ktoś przed chwilą w nim mieszkał, jakby tylko wyszedł do pracy. Kredens, ceramika, sztuczne kwiaty. Mieszkańcy zapewne umarli samotnie...

- Człowiek z czasem uodparnia się na to wszystko. Gdy wchodzisz do danego miejsca, w większości przypadków jesteś przygotowany, wiesz, co się wydarzyło. Masz pewną świadomość i akceptujesz sytuację.

Nie wspominając już o próbie przywrócenia tym budynkom świetności.

- To jest przerażające, że nasze piękne zabytki po II wojnie światowej – o ile nie zostały zniszczone – przejęło państwo, które obeszło się z nimi dość brutalnie – tworząc między innymi zarządy PGR-ów, urzędy, przedszkola. Mocno przebudowane, przekształcone, zaniedbane. Gdy wracały do swoich właścicieli lub zyskiwały nowych, renowacje często okazywały się zbyt kosztowne. Byłem w pięknym pałacu, w którym właściciel chciał rozpocząć remont, ale niestety konserwator zabytków tak utrudnił projekt, że nie jest w stanie go zrealizować.

Pozostaną nadal zapomniane.

- Rzadko się zdarza, by obiekt, w którym byłem, otrzymał drugie życie.

W Polsce są jeszcze jakieś ukryte miejsca?

- Kiedy wydaje mi się, że już wszystko widziałem, nagle pojawia się coś nowego. Zastanawia mnie jednak, co będziemy eksplorować za 20, 30 lat? Urbanistyka miasta radykalnie się zmienia, budynki wyglądają zupełnie inaczej. Przemysł dotychczas ulokowany w centralnych punktach miast ze zrozumiałych względów przenoszony jest na ich obrzeża. Rzeki zatraciły strategiczne znaczenie. Nie buduje się tak pięknie jak kiedyś, gdy nawet hale były przykładem wspaniałej architektury. Industrial lokalizowany jest w bezdusznych budynkach z metalu i betonu. Nic więcej.

Podobnie z domami.

- Zdarzyło mi się być w kilku opuszczonych, dość nowych domach przejętych za długi. My zazwyczaj wchodzimy po złodziejach. Nie odnajduję w nich jednak tych samych doznań. Choć może i to się zmieni. Musi minąć czas. Nauczono mnie, że żadnego zdjęcia nie powinno się wyrzucać. Teraz mało ciekawe, za parę lat może okazać się interesujące.

Jakie będzie zatem Twoje kolejne wyzwanie?

- Opuszczona baza wahadłowców kosmicznych. Ogromne hangary, w których nadal znajdują się promy. Były przygotowywane i wysyłane w kosmos w ramach radzieckiego programu podboju przestrzeni kosmicznej „Buran”. Nie lubię miejsc popularnych, uwiecznionych na setkach zdjęć. Chcę uchwycić miejsce na swój sposób.

Project Exploration. Przedsięwzięcie artystyczne prowadzone przez Leszka Jańczaka od 2013 roku. Autor odwiedza stare, zapomniane i opuszczone miejsca, poszukując w nich ponadczasowych kadrów – oddających historię i panujący nastrój. Sfotografował już około 300 miejsc w Polsce i za granicą. Swoje prace prezentuje na Facebooku, gromadząc wokół wizualnych opowieści liczną i bardzo aktywną społeczność. Jego zdjęcia to odkrycia zarówno opuszczonych domów, pałaców i hoteli, jak i pięknych industrialnych terenów. Choć sam autor poszukuje w nich minimalizmu, to jednak wielokrotnie udało mu się uwiecznić bogate architektonicznie symbole poprzednich epok.

„Zawsze chciałem malować, ale to fotografia stała się moim środkiem wyrazu. Tutaj się odnalazłem. Zacząłem od mody, później zająłem się fotografią analogową, pracowałem z ludźmi. Jestem jednak tak stworzony, że chcąc zachować energię do działania, muszę poszerzać spektrum swoich zainteresowań. Robiłem więc reportaże z koncertów, sztuk teatralnych, wydarzeń kulturalnych. Ta różnorodność całkowicie mi odpowiadała. Przyszedł też czas na odkrywanie miejsc”. Leszek Jańczak