Mistycyzm. Skuteczna terapia patologii ludzkiej cywilizacji

Mistycyzm odwraca perspektywę, skłania nas ku myśleniu w kategoriach „co czynisz innym, czynisz sobie”. W naszej rzeczywistości globalnych pandemii, konfliktów, nacjonalizmów, hejtu i chciwości jego przesłanie może oferować nadzieję na urządzenie świata po nowemu.

Dlaczego mistycyzm? Nie będę się zagłębiał w dzielenie mistycyzmu na czworo, bo nawet pobieżne zerknięcie w jego dostępne definicje pokazuje, jak wieloznacznym i, nomen omen, tajemniczym jest pojęciem. W zamian zaproponuję moją własną definicję: Mistycyzm to doświadczanie rzeczywistości przekraczające stworzoną przez ludzki umysł iluzję oddzielonego istnienia podmiotu i przedmiotu – a w konsekwencji uwolnienie się człowieka od dwubiegunowego doświadczania świata i życia, w którym przeciwstawione sobie są kategorie: ja – nie ja.

Naturalną i oczywistą ekspresją tego mistycznego stanu ludzkiego umysłu jest życie i działanie zgodne z zasadą: co czynisz innemu – czynisz sobie, a co czynisz sobie – czynisz innemu. Jest to zgodne z zaleceniem: nie czyń innemu, co tobie niemiłe.

Trudno więc się dziwić, że mistycyzm przez wielu jest postrzegany jako jedyna skuteczna terapia patologii ludzkiej cywilizacji XXI wieku. Skoro na naszej planecie na skutek katastrofy klimatycznej spowodowanej przez ludzi wymierają kolejne gatunki zwierząt i roślin, wali się demokracja, toniemy w konfliktach, wojnach, podziałach, szowinizmach, nacjonalizmach, autorytaryzmach, w hipokryzji, postprawdzie, hejcie, w niepohamowanej chciwości, gdy 1 proc. ludzi posiada 80 proc. majątku planety, a miliardy biednych stają się coraz biedniejsze… to tajemnicze i świeże przesłanie mistycyzmu może oferować nadzieję na urządzenie świata po nowemu.

Drugim powodem – częściej dostrzeganym przez ludzi, którzy o mistycyzmie wiedzą więcej – jest jego opis rzeczywistości, radykalnie odrębny od wszystkiego, co wiemy o świecie i o człowieku w świecie.

Po trzecie, mistyczna wizja rzeczywistości jest odbierana przez wielu jako potwierdzenie ich najgłębszej, niejasnej intuicji, a zarazem jako realna obietnica doświadczenia „nieba na ziemi”. Jest to zarazem uwolnienie – zgodnie z maksymą kochaj bliźniego swego jak siebie samego – ludzkiego życia od antagonizmów i konfliktów nieuchronnie prowadzących do cierpienia. Ale chyba najbardziej wyróżniającym i atrakcyjnym przesłaniem mistycyzmu – stanowiącym zarazem jego jądro – jest zapewnienie, że nieskończona różnorodność przejawów rzeczywistości w istocie stanowi jednorodną całość, wolną od wszelkich sprzeczności. W narracji chrześcijańskiej mogłoby to brzmieć: W Duchu Świętym wszystko, co się jawi, jest jednością. To zdanie jest tożsame z przesłaniem, które Mojżesz usłyszał od Boga na górze Synaj: Jam jest, który jest. Jego mistyczne odczytanie sprowadza się do: Tylko ja jestem, tylko ja istnieję.

Od stuleci usiłujemy radzić sobie z naszymi problemami (od osobistych, przez społeczne, po ekonomiczne), bazując na fałszywym pojmowaniu rzeczywistości. W efekcie nasze działania nie są w stanie zaradzić narastającym ludzkim i cywilizacyjnym problemom.

Innym wyrazem mistycznego wglądu w niedualną istotę rzeczywistości jest przesłanie Buddy Śakjamuniego: Wszystkie istoty, zarówno te ożywione, jak i nieożywione, posiadają doskonałą i całkowitą naturę Buddy.

Zapewne do większości z nas bardziej przemawia wolne od religijnych kontekstów, łagodne i metaforyczne przesłanie: fala jest morzem. Zgodnie z tym podejściem wszystko, co się jawi – w tym nasze ludzkie istnienie – to tylko fale powstające na powierzchni wiecznego, jednolitego Oceanu. To właśnie przez te fale Ocean się objawia.

W tej metaforze naszym indywidualnym i zbiorowym ogólnoludzkim zadaniem na wiek XXI byłoby więc intuicyjne, jednoczesne dostrzeżenie zarówno fal, jak i oceanu jako tego samego. To pozwoliłoby nam uwolnić się od złudzenia bycia odrębną od oceanu, cierpiącą, bo skazaną na nieuchronne unicestwienie, falą.

Po tej wymagającej konfrontacji z kilkoma mistycznymi przekazami łatwiej zrozumieć, dlaczego dla umęczonej ludzkości takie jednoczące, nieopierające się na przeciwieństwach spojrzenie na rzeczywistość staje się coraz bardziej pożądane. Widać to szczególnie ostatnio, w okresie pandemicznego zagrożenia, gdy skłaniamy się przecież do myślenia o nowych rozwiązaniach dla świata i gdy sam termin „mistycyzm”, ale też odwoływanie się do niego, często pojawiaja się w przestrzeni medialnej.

Na dowód przytoczę kilka przykładów powoływania się na mistycyzm, moim zdaniem najważniejszych w kontekście perspektyw naszej cywilizacji w XXI wieku.

Czas zmienić paradygmat na mistyczny?

Spośród współczesnych Albert Einstein był pierwszym, który kategorycznie wypowiedział się na temat dziejów ludzkości: Wiek XXI będzie wiekiem energii. Gdyby Einstein dożył dzisiejszej pełzającej apokalipsy, to z pewnością przeformułowałby swoje proroctwo na ostrzeżenie: Albo wiek XXI będzie wiekiem energii, albo go nie będzie. W roku 1990 zapytany o perspektywy ludzkości i świata w XXI wieku André Malraux, francuski pisarz i myśliciel o światowej sławie, równie kategorycznie oświadczył: Wiek XXI będzie mistyczny albo go wcale nie będzie. Z kolei ktoś inny, interpretując tezy Jana Pawła II, nazwał rzecz po imieniu i oświadczył: Albo wiek XXI będzie wiekiem miłości, albo go wcale nie będzie. W tym samym duchu, odnosząc się do perspektyw chrześcijaństwa, wypowiedział się też jezuita i poważny teolog niemiecki Karl Rahner: Chrześcijanin XXI wieku albo będzie mistykiem, albo go wcale nie będzie. Na koniec dodajmy do tej znakomitej kolekcji równie ważny sąd wypowiedziany przez polską współczesną etyczkę i filozofkę Magdalenę Środę: Wiek XXI albo będzie wiekiem kobiet, albo go wcale nie będzie.

Zapewne istnieje wiele innych podobnych oświadczeń, ale na potrzeby tego krótkiego tekstu zacytowane powyżej uznałem za kluczowe dla zrozumienia fundamentalnych przyczyn krytycznego położenia naszego świata.

Uderzają w nich cztery wspólne im wszystkim cechy: 1. Ujęte są w formę kategorycznych ostrzeżeń, sprzeniewierzenie się którym zagrożone jest apokaliptyczną sankcją unicestwienia ludzkiej cywilizacji. 2. Wydają się wynikać z identycznego procesu myślowego, którego początkiem jest świadomość, że planeta Ziemia, a wraz z nią nasz ludzki gatunek, jest zagrożona totalną katastrofą. 3. Motywowane są troską o naszą wspólną przyszłość i pilną potrzebą znalezienia sposobów ratunku. 4. Postulowane sposoby ratunku mają charakter radykalnych rewolucyjnych zmian świadomości i tożsamości ludzi – czyli odrzucają dotychczasowe rozumienie życia i świata.

Te bez wątpienia rewolucyjne zmiany dotyczą trzech zasadniczych obszarów naszej dotychczasowej wizji świata: zasady, według której jest zbudowany i funkcjonuje świat „materialny” (Einstein); zasady, zgodnie z którą przywykliśmy budować nasze relacje ze światem ożywionym, nieożywionym, z innymi ludźmi, a także z tym, co dotychczas uznawaliśmy za „nadprzyrodzone/boskie” (Malraux, Rahner), i wreszcie zasady, na podstawie której budujemy i realizujemy relacje między płciami (Środa).

W niewoli dogmatów

Trudno nie zgodzić się z tym, że w dzisiejszych czasach źródłem dominującego światopoglądu są przede wszystkim religia i nauka. Fundamentalne założenia światopoglądu religijnego, podobnie jak aksjomaty nauki tworzące tak zwany naukowy paradygmat, to kamienie węgielne naszej wizji świata zakopane tak głęboko, że mało kto odważa się nawet pomyśleć, by je zakwestionować. Dotyczy to w szczególności religii, której założenia są z natury swojej niepodważalne, mają bowiem rangę prawd objawionych przez Boga, więc w istocie są dogmatami. W przeciwieństwie do religii podstawowe założenia nauki składające się na jej paradygmat – a także oparty na nauce, laicki paradygmat światopoglądowy – nie mają charakteru dogmatycznego. Stanowią jedynie pogląd uznany przez większość świata nauki za czasowo wystarczający, a to znaczy, że nie tylko jego pojedyncze aksjomaty są podważalne, lecz wręcz cały naukowy paradygmat może ulec zasadniczej zmianie. Tak właśnie się stało przy okazji rewolucji newtonowskiej i kopernikańskiej. I tak się też obecnie dzieje przy okazji rewolucji kwantowej w fizyce.

Niestety, nawet najbardziej racjonalni, opierający swoje przekonania na sprawdzonych dowodach przedstawiciele nauki potrafią zapominać o swoim „paradygmatycznym” rodowodzie. Zamiast go w imię rozwoju nauki i wiedzy kwestionować, z zapałem naukę dogmatyzują, czyniąc z niej samopotwierdzający się quasi-religijny światopogląd. Współczesnym, dramatycznym tego przejawem było ocenzurowanie wystąpienia prof. Ruperta Sheldrake’a na portalu TED, gdy kilka lat temu w krótkim wykładzie zwrócił uwagę świata na to, że fundamentalne założenie współczesnej fizyki o stałej prędkości światła nie zgadza się z częścią pomiarów i może być założeniem fałszywym.

Ekonomia miłości

Na inny pseudoobjawiony i nad wyraz szkodliwy składnik powszechnie przyjętego światopoglądu wskazuje Magdalena Środa. Jest to przekonanie głęboko zakorzenione w dogmatach religijnych, w kulturze i obyczajowości, a także w zindoktrynowanych religijnie obszarach nauki. Chodzi o poczucie wyższości płci męskiej nad żeńską – stanowiące jądro i fundament patriarchatu, dziś uporczywie walczącego o uchronienie się przed kulturową śmiercią.

Na koniec – by zdać sobie sprawę z kompletu najważniejszych uwarunkowań nasilającego się kryzysu cywilizacji – wypada dodać czwartą sferę naszych powszechnych zdogmatyzowanych przekonań i poglądów, a mianowicie tę dotyczącą ekonomii i gospodarki – a w szczególności dogmat nieskończonego ekonomicznego wzrostu.

Odpowiedzią na ten ostatni dogmat niech będzie moje własne zwięzłe i kasandryczne proroctwo: Albo XXI wiek będzie wiekiem zrównoważonego rozwoju (postwzrostu) oraz nowej wersji socjaldemokracji, albo go wcale nie będzie. Lub do wyboru wersja alternatywna: Albo ekonomia XXI wieku będzie ekonomią miłości do ludzi i do planety, albo XXI wieku nie będzie.  

Kryzys naszej cywilizacji bierze się stąd, że jesteśmy duchowo i intelektualnie unieruchomieni w kleszczach czterech dogmatyzmów: religijnego, naukowego, patriarchalnego i ekonomicznego.

Tak więc z mistycznego punktu widzenia kryzys naszej cywilizacji bierze się stąd, że jesteśmy duchowo i intelektualnie unieruchomieni w kleszczach czterech dogmatyzmów: religijnego, naukowego, patriarchalnego i ekonomicznego. Od wielu stuleci usiłujemy żyć i radzić sobie z naszymi problemami (osobistymi, relacyjnymi, społecznymi, politycznymi, ekonomicznymi i globalnymi), bazując na fałszywym pojmowaniu rzeczywistości. Stąd też biorą się nasze codzienne uporczywe błędy, złe decyzje, wybór celów opartych na błędnych wartościach, wojny w obronie fałszywych dogmatów, a także do znudzenia przewidywalne, powtarzalne strategie, systemy i ideologie, które nie dość, że nie są w stanie zaradzić narastającym ludzkim i cywilizacyjnym problemom, to powodują dodatkowe konflikty i zamieszanie.

W charakterze podsumowania moich rozważań proponuję więc dwa poniższe zestawienia.

Cztery anachroniczne i katastrofalne w skutkach dogmaty światopoglądowe:

1. Dualizm: przekonanie o odrębności i przeciwstawności bytów: podmiot-przedmiot, ja-inne/inni, sacrum-profanum, ja-świat/przyroda.
2. Materializm: świat jest zbudowany z materii, która jest pierwotna wobec energii i świadomości.
3. Patriarchalizm: mężczyzna jest pierworodnym dzieckiem Boga, jest milszy Bogu, mądrzejszy, bardziej kreatywny, bardziej sprawczy, bardziej uduchowiony od kobiety – i dlatego jest najważniejszym twórcą religii, kultury i historii.
4. Konsumeryzm: Dobrostan człowieka i ludzkości jest tożsamy z ilością wytwarzanych w ramach wolnorynkowej konkurencji materialnych dóbr oraz zakumulowanego bogactwa.

Cztery mistyczne i zbawienne rewolucje światopoglądowe:

1. Podmiot-przedmiot, sacrum-profanum, Bóg-człowiek, człowiek-przyroda, dobro-zło, forma-pustka, życie-śmierć itd. – to nie przeciwieństwa, ale pozornie przeciwstawne sposoby przejawiania się jednego, niepodzielnego bytu.

Rozpowszechnienie i zasymilowanie tej wizji będzie wymagało m.in. fundamentalnej zmiany w nauczaniu i praktykowaniu religii, etyki oraz filozofii. Przede wszystkim jednak ta rewolucja oznacza rezygnację z antropomorficznej uzurpacji uznającej dominację człowieka nad całą przyrodą – Czyńcie Ziemię sobie poddaną – i zawarcia nowego przymierza z naturą.

2. Wszystko, co się jawi w określonej materialnej formie, jest w istocie energokształtem lub/i myślokształtem, przemijającym wyrazem jednolitego pola energii, chwilowym załamaniem fali kwantowej – falą na wiecznym oceanie istnienia.

Rozpowszechnienie i zasymilowanie tej wizji będzie wymagało m.in.: fundamentalnej zmiany w rozumieniu i postrzeganiu materialnego świata, rewolucji w nauczaniu fizyki, chemii i biologii. Skłoni to świat nauki do podjęcia rzetelnych badań nad anomaliami oraz praktykami i zjawiskami tj.: placebo i nocebo, homeopatia, astrologia, telepatia, intuicja, energetyczne pole człowieka i innych żyjących istot, leczenie energią, wpływ smogu elektromagnetycznego na dobrostan człowieka itp.

3. Kobieta i mężczyzna stanowią dwie pełnowartościowe, w pełni autonomiczne, lecz zarazem harmonijnie uzupełniające się formy istnienia. Są jak dwie strony tego samego medalu, podobnie jak: noc i dzień, góra i dolina, ciepło i zimno, ruch i bezruch, figura i tło.

Rozpowszechnienie i zasymilowanie tej wizji będzie wymagało m.in.: całkowitej rewizji obowiązującej narracji historycznej ignorującej rolę kobiet, w tym również mniejszości seksualnych i płciowych – w polityce, nauce, sztuce, kulturze, biznesie i w życiu społecznym – oraz szybkiego doprowadzenia do końca procesu całkowitej i bezwarunkowej emancypacji kobiet, a także mniejszości seksualnych i płciowych.

4. Dobrostan ludzkości jest tożsamy z wszechstronnym, zindywidualizowanym rozwojem fizycznego, psychicznego, intelektualnego – a nade wszystko duchowego – potencjału każdego człowieka w harmonijnym związku z jego środowiskiem społecznym, a także z tym naturalnym i biologicznym.

Rozpowszechnienie i zasymilowanie tego poglądu będzie wymagało: fundamentalnego zredefiniowania obowiązujących dzisiaj koncepcji i wskaźników społecznego i ekonomicznego dobrostanu opartych na wzroście PKB, przestawienia systemu podatkowego na redystrybucję zysku, wprowadzenia powszechnej darmowej edukacji i dostępu do usług profilaktyki zdrowia i funkcjonalnej/holistycznej medycyny, rozwoju rolnictwa ekologicznego i przejścia na odnawialne/czyste źródła energii, rozwoju powszechnej, wysokiej jakości edukacji organizowanej i komunikowanej z uwzględnieniem perspektywy holistycznej i ekologicznej, reformy edukacji fizycznej i taniego dostępu do możliwości uprawiania sportu amatorskiego, wprowadzenia powszechnej edukacji psychologicznej z uwzględnieniem psychologii i psychoterapii transpersonalnej, rozwoju instytucji i usług nastawionych na stymulowanie rozwoju osobistego itd.

I niech te rewolucje wydarzą się jak najszybciej. W przeciwnym razie ekosystem planety wdroży również wobec naszego gatunku procedurę wymierania. Choć, kto wie, czy już jej nie rozpoczął?

Więcej tekstów Wojciecha Eichelbergera na: www.wojciecheichelberger.pl

Powiązane artykuły:

Do odzyskania odporności potrzeba nam młodzieńczej siły i wrażliwości

Wojtek na prezydenta

Warszawa | 18 czerwca 2020

Psycholog Jacek Santorski i edukator Jarek Szulski specjalnie dla DA