Dorota Stępniak (ur. 1985 w Łodzi) – project manager Festiwalu Designu w Łodzi. Absolwentka Politechniki Łódzkiej na wydziale wzornictwa. Związana z Łódź Art Center. fot. Wojciech Trzcionka

WCIĄŻ MOŻNA ZMIENIAĆ ŚWIAT

10.11.2010

LUDZIE

- Mam taką okropną cechę: wiele analizuję. Nieustannie staram się w rozmaitych rzeczach, sytuacjach odnajdywać zarówno zalety jak i wady. Często zastanawiam się, w którą stronę jakieś projekty mogą podążać. I przewiduję, z jakich powodów dana sytuacja może się nie udać - przyznaje Dorota Stępniak, project manager Festiwalu Designu w Łodzi.
Czym dla pani jest design?
- Będąc w Mediolanie na jednej z wystaw znalazłam pocztówkę ze zdaniem: "Design is simply my life". I tak się stało, że design jest bardzo mocnym i ważnym elementem mojego życia. Dla mnie to fascynująca przestrzeń, gdzie rozwiązuje się problemy - bo to jest główne zadanie projektanta, gdzie jest miejsce na kreacje, nowe pomysły, komunikację między projektantem, producentem i odbiorcą. Wzornictwo ma nam ułatwiać codzienne życie, poszerzać spojrzenie, urozmaicać... Tak na nie patrzę i tak staram się je pokazywać w swoich działaniach. Stąd też choćby idea tegorocznego festiwalu - Amazing Life - niezwykłe życie, które toczy się wokół nas, niezwykli projektanci, którzy zauważają znacznie więcej niż my, patrząc na świat innymi spojrzeniem. Design to świat przemyślany i zaskakujący zarazem...

Kiedy po raz pierwszy pomyślała pani, by wejść w ten świat?

- Wszystko zaczęło się kilka lat temu od bycia wolontariuszką podczas różnych wydarzeń i festiwali. Zafascynowała mnie styczność z dynamicznymi, kreatywnymi osobami chcącymi działać w promowaniu sztuki i organizacji tego typu działań. I tak mocno związałam się z Festiwalem Fotografii w Łodzi i Fundacją Edukacji Wizualnej, potem pojawiło się Biennale Sztuki i dużo różnych inicjatyw. Jedną z nich był właśnie pomysł na Łódź Design Festival, który być może nieopatrznie zaproponowałam w Łódź Art Center. Szybko dostałam zielone światło, pomysł się spodobał. To był taki trochę przypadkowy początek działań w tej przestrzeni. Nie ukrywam jednak, że wzornictwo zawsze mnie fascynowało, było to również spójne z moim kierunkiem studiów. Sam pomysł na festiwal w Łodzi powstał z dwóch powodów. Po pierwsze, studentki nie było stać by podróżować po dużych światowych festiwalach, a po drugie, jeżdżąc po wydarzeniach w Polsce widziałam wciąż te same projekty. Zapragnęłam czegoś odmiennego, chciałam dać impuls by to się zmieniło. I tak pracuje w tym niezwykłym świecie już przeszło osiem lat.

Jak patrzy pani na świat? Można wyłączyć tzw. designerskie spojrzenie na rzeczywistość?

- Mam taką okropną cechę: wiele analizuję. Nieustannie staram się w rozmaitych rzeczach, sytuacjach odnajdywać zarówno zalety jak i wady. Często zastanawiam się, w którą stronę jakieś projekty mogą podążać. I przewiduję, z jakich powodów dana sytuacja może się nie udać. Moi znajomi mówią, że analizuję nawet za dużo. To chyba jest jednak silniejsze ode mnie - idę, obserwuję i nagle pewne rzeczy skupiają moją uwagę, zaczynają mi przeszkadzać lub fascynować w najmniejszym szczególe. Wtedy myślę co można zmienić i jak to zrobić.

Wiele trzeba zmieniać?
- Zmiany są niezwykle pozytywne, stymulują rozwój, dzięki nim wszystko utrzymuje się w naturalnym rytmie życia. Przecież wciąż zmieniają się ludzkie potrzeby, i często cała rzeczywistość, także ta projektowa, nie nadąża za nimi, a w efekcie odpowiada na potrzeby teraźniejsze. Wierzę jednak, że można zmieniać świat i jestem dużą optymistką. Dlatego daję z siebie tyle ile tylko mogę, by kreować nieustannie coś ciekawszego, lepszego, przyjaznego. Choć bywa to żmudną pracą, daje jednak mnóstwo satysfakcji. Wszyscy bowiem dążymy do mówienia o tym czym jest design.

W jakim miejscu znajduje się polski design? Często na małą świadomość narzekają np. projektanci, nie wspominając już o producentach, którzy zaufali projektantowi, a później nie są w stanie sprzedać swoich produktów.
- To wypadkowa wielu sytuacji, np. gdy producent sprzedaje mniej sztuk wdrożonego projektu musi podnieść jego cenę, zbyt wysoka cena powoduje małe zainteresowanie. Dobry projekt więcej kosztuje z powodu użytych materiałów, badań, czasu pracy nad nim itd. Stąd też rynek sam jeszcze się nie napędza. A to tylko jeden z elementów mających wpływ na tą sytuację. Mówiąc o polskim designie musimy przede wszystkim pytać, do czego mamy go odnosić. Jeśli perspektywą jest rok 2007 - to na pewno zrobiliśmy gigantyczny postęp, natomiast jeśli mówimy w odniesieniu do świadomości Włochów, to jesteśmy wciąż bardzo daleko. Design jest jednak procesem, i chodzi w nim o to, by zapoznawać ludzi z rozmaitymi tendencjami, które mogą odpowiadać na różne potrzeby. Moja droga rozpoczęła się w 2006 roku - od tego czasu naprawdę wiele się zmieniło, wystarczy popatrzeć choćby na grupy projektowe których przybywa, a które potrafią się jednoczyć i jeździć na międzynarodowe festiwale, wdrażać swoje projekty. Mamy i wykorzystujemy możliwość pokazywania się na tych samych imprezach, co cały świat. Tam też możemy szukać inspiracji. Oczywiście wciąż nadrabiamy zaległości. Mam jednak wrażenie, że robimy to szybko i umiejętnie. To długi proces, wymagający zarazem dużej wyrozumiałości.

Jak najprościej przekonywać ludzi do designu?

- Warto zwracać uwagę na różnice pomiędzy dobrym projektem odpowiadającym potrzebom a takim, który na nie nie odpowiada. W potencjalnym odbiorcy możemy też wywołać chęć posiadania tego dobrego projektu. Zdaję sobie sprawę, że ogólna ekonomia każdego domu szybko się nie zmieni, i dopóki większość wydatków wciąż będzie przeznaczana na utrzymanie mieszkania i zaspakajanie podstawowych potrzeb, dopóty ciężko jest mówić o poważniejszym i bardzo szerokim zainteresowaniu designem. Ludzie mogą jednak odczuwać i dostrzegać pewnego rodzaju potrzebę danego przedmiotu, co oczywiście bezpośrednio nie przekłada się na zakup, ale już jest dużym sukcesem. Jest też wiele sprytnych niedrogich rozwiązań, które już od dawna są w naszych domach, czasem wystarczy na nie wskazać i powiedzieć - tak to jest produkt za którym stoi projektant.


Rozmawiał: MARCIN MOŃKA