W POSZUKIWANIU UKRYTEGO DESIGNU

MARCIN MOŃKA

26.10.2010

WYDARZENIA

"A city full of design" - reklamuje się Wiedeń, który wykreował swój festiwal designu. Skuszeni tą perspektywą do stolicy Austrii przyjeżdżamy na cały długi dzień. W zapowiedziach wszystko wygląda imponująco. Po dniu wędrowania i podróżowania metrem stawiamy sobie jednak pytanie - gdzie ten design?
4. Vienna Design Week - w przeciwieństwie do tego, co sugeruje nazwa, trwa 10 dni. Zainteresowani wzornictwem mogli więc poczuć się w jak w siódmym niebie, myśląc o dodatkowych, bonusowych dniach by kontemplować wykreowane przedmioty i idee. Co więcej, podtytuł imprezy - "miasto pełne designu" sprawiał, że przed wyjazdem do austriackiej stolicy można było popaść w szczególny rodzaj zadowolenia, i tylko wewnętrzne samozaparcie nie pozwalało na myśli w stylu: "czy aby na pewno zdążymy to wszystko zobaczyć?". Design we Wiedniu miał bowiem wyjść w miasto, być niemal wszędzie, w dużych centrach i pomniejszych zaułkach, na ulicy, w Akademii Sztuk Pięknych, muzeach, galeriach... To może być raj - przemykało nam przez myśl; festiwalowych wydarzeń było na mapce ponad 50., rozrzuconych po wielu miejskich przestrzeniach.

Na pierwszy ogień wybieramy Ambasadę Królestwa Szwecji przy Liechtensteinstrasse, gdzie przygotowano ekspozycję "Swedish.Light.Design.2010". Niestety całujemy klamkę. Pracownica ambasady, spoglądając na nas jak na intruzów informuje, że żadnej wystawy tu już nie ma. Trwała… jeden dzień. Wyjechała i nie wróci. Cóż, szwedzki design jest na tyle rozpowszechniony, że tą niebyłą dla nas lekcję z pewnością zdążymy jeszcze nadrobić.

Nie tracimy rezonu, jest chłodny poranek, niebo zamglone, nie pada jednak deszcz. Decydujemy się obrać kurs na wycinek miasta pomiędzy Pallfygasse, Joergerstrasse i Hernalser Hauptstrasse. Tam napotykamy design w przestrzeni publicznej, czyli projekt grupy Esterni, związany z drewnianym miejskim wzornictwem. Nie ma tu nikogo. Siadamy na krzesłach i ławeczce, oglądamy elementy służące do stworzenia własnego siedziska (deski są oznaczone inskrypcjami: "jak lubisz siedzieć? stwórz własny projekt i rozpocznij budowanie"), pijemy kawę z automatu. Zaczynamy już budzić zainteresowanie przechodniów zwłaszcza, że obiekty są oddzielone od ulicy barierkami. Czujemy się jak "gastarbeiterzy" na placu budowy oczekując, aż jakiś majster podejdzie i pogoni nas do pracy. Lepiej się zbierać, myślimy i ruszamy do najbliższej stacji metra. Nie tworzymy własnego projektu licząc, że przy pobliskiej stacji metra olśni nas projekt Foundation, holenderskiego duetu Rikkert Paauw/Jen van Zwieten, który z miejskich odpadów buduje na kontenerze przytulne schronienia. Niestety, na miejscu znaleźliśmy tylko… zakryty plandeką kontener. I znów żywej duszy.

Pech (tylko czy to aby na pewno pech?) prześladował nas dalej. Chwilę później odbiliśmy się od szyby przy Mariahilferstrasse, gdzie zlokalizowano kolejny punkt VDW. Wracamy tam jeszcze raz, po południu, jednak trwają przygotowania do koktajlu, więc przestrzeń uporządkowano tak, aby z myślą o uczestnikach eventu ustawiać kartonowe krzesła. Nie ma co oglądać. Nic tu po nas.

Od południa przeczuwamy jednak, że będzie lepiej. Nasz wybór pada na MAK - Austriackie Muzeum Sztuki Awangardowej, gdzie ma zostać otwarty jeden z hitowych projektów, "Design & Crime". Liczymy, że skoro to Design Week, dostąpimy nieosiągalnego, i obejrzymy, zresztą przygotowaną już, ekspozycję, zakładając oczywiście, że nie nacieszymy się performance i instalacją planowaną na wieczór następnego dnia. Niestety, MAK tego dnia jest w ogóle… nieczynny, nie działa nawet popularny sklep, gdzie można zaopatrzyć się w dobrze zaprojektowane produkty a także obejrzeć jedną z festiwalowych instalacji. Czynna jest tylko kawiarnia.

Mamy wrażenie, że limit pecha został już wyczerpany i w końcu odkryjemy prawdziwy wiedeński design. W Wagner Werk Museum oglądamy szkło fińskich klasyków: Tapio Wirkkali (1915-1985) i Timo Sarapanewa (1926-2006). Docieramy do sklepu Rado przy Kaertnerstrasse, który nie po raz pierwszy towarzyszy festiwalowym wydarzeniom. To jedna z bardziej prestiżowych marek założona pod koniec lat 50. XX wieku, zegarki Rado z różnych kolekcji (Sintra Jubile, Rado True, Original czy V10) to częsty przedmiot pożądania, i tylko od zasobności portfela zależy, czy możemy sobie pozwolić na zakup wymarzonego modelu. Te najpopularniejsze kosztują od kilkuset do kilku tysięcy euro. Wiedeński sklep tej szwajcarskiej marki przygotował dla festiwalowiczów coś specjalnego, czyli Radoskop - rodzaj instalacji, w charakterze nawiązującej do kalejdoskopów, gdzie zaglądając przez witrynę możemy dojrzeć rozmaite geometryczne wzory, jakie dla oczu oglądających potrafi wygenerować delikatny mechanizm. Przez chwilę żyjemy ułudą wierząc, że design we Wiedniu na pewno jest. Odnajdujemy go w końcu, aż w nadmiarze, w specjalizującym się w biurowych meblach sklepie Bene. Nowy obiekt został oddany do użytku latem tego roku przy Neutorgasse, i na 2700 m kw. wypełniają go najrozmaitsze produkty wymarzonych producentów. Oprócz produktów Bene w sieci ich sklepów zaopatrzymy się i w inne marki, jak choćby: Fritz Hansen, Plank czy Arper. W Bene spośród niezliczonej ilości przedmiotów możemy kompleksowo wybrać te, które chcielibyśmy widzieć w swoim biurze. Przechodząc pomiędzy piętrami dociera do nas, że znaleźliśmy się w miejscu, w którym design kwitnie. I gdzie się spełnia. Skoro jest jednak festiwal, liczymy, że osiągniemy tu pewnego rodzaju apogeum, a może dostąpimy nawet festiwalowego spełnienia. Niestety, okazuje się, że sklep bez żadnych dodatkowych akcji ma stać się czystym spełnieniem, i możemy po nim spacerować do woli - wywiera wrażenie, jednak brakuje tu choćby jednej festiwalowej hiperatrakcji. - Ten sklep jest sam w sobie atrakcją. To musi wam wystarczyć - wyjaśnia nam miła pani na recepcji.

Jeśli jesteśmy przy wiedeńskich sklepach - aż siedem z nich zaangażowało się w konceptualny projekt "Siedmiu grzechów głównych", gdzie w witrynach i we wnętrzach mieliśmy doświadczyć (to rodzaj ostrzeżenia?) do czego mogą prowadzić ludzkie słabości. Może to, co zakazane kusi w jakimś wymiarze? Nas nie skusiło. Sklepy m.in. ze stylizowanymi na afrykańszczyznę gadżetami raczej nie rozpalają już wyobraźni.

W tym momencie zapragnęliśmy jakiejś klasyki, a tą zgodnie z mapką, można we Wiedniu odnaleźć w Atelierhaus der Akademie der bildenen Kunste przy Lehargasse. To właśnie tutaj artysta i designer z Wiednia Helmut Palla (bardziej artysta niż designer, jak sam mówi o sobie) prezentuje 60 własnych projektów krzeseł, wykonanych z rozmaitych "odrzutów" - starych urządzeń rolniczych, części maszyn, starych krzeseł, elementów stolarki. Każdy przedmiot jest niepowtarzalny, bo jedyny, powstały w konkretnym zamyśle. Palla na miejscu zachęcał odwiedzających do zrobienia zdjęcia, ponieważ pracuje nad katalogiem wszystkich tych, którzy jego krzesła wypróbowali. Bez namawiania zdecydowaliśmy się na fotografię w zaaranżowanym atelier, wybierając swój ulubiony obiekt.

Wreszcie decydujemy się dotrzeć do MuseumsQuartier, jednej z najważniejszych we Wiedniu przestrzeni wystawienniczych, gdzie na czas festiwalu jest prezentowana ekspozycja "Współczesny design stworzony przez współczesnych artystów" (twórcy postanowili zbadać zależności oraz wzajemne wpływy pomiędzy sztuką a designem). I w tej przestrzeni pojawiły się przede wszystkim meble, powstałe z "odrzuconych" czy niepotrzebnych już przedmiotów: sofa i stół powstałe z szafy czy ławka stworzona z palet gospodarczych. Ekspozycja jest ekscytująca, i aż trudno było uwierzyć, że MuseumsQuartier w tak niewielkim stopniu zostało wykorzystane podczas Vienna Design Week.

Jest już wieczór, i może dopiero teraz ożywa design w Wiedniu na którymś z zaplanowanych koktajli? My jednak wracamy do Polski. Przed wyjazdem jednak ostatni tego dnia akcent, jeden z niezliczonych punktów gastronomicznych we Wiedniu (tzw. stand), na festiwalu uaktywniono akurat ten przy Albertinaplatz. To właśnie tutaj, na dachu Standu Bitzinger pojawiła konstrukcja z połączonych ze sobą białych, plastikowych krzeseł. Ten artystyczny gest był ostatnim spotkaniem z festiwalem w tym roku. Festiwalem poszukiwania designu, który z trudem chciał się odsłaniać.

Wagner Werk Museum. Szkło fińskich klasyków: Tapio Wirkkala (1915-1985) i Timo Sarapanewa (1926-2006). fot. Wojciech Trzcionka

Design w przestrzeni publicznej, czyli projekt grupy Esterni, związany z drewnianym miejskim wzornictwem. fot. Wojciech Trzcionka

Sklep Bene został oddany do użytku latem tego roku przy Neutorgasse. Na 2700 m kw. wypełniają go najrozmaitsze produkty wymarzonych marek. fot. Wojciech Trzcionka

Helmut Palla prezentuje 60 własnych projektów krzeseł, wykonanych z rozmaitych "odrzutów" - starych urządzeń rolniczych, części maszyn, starych krzeseł, elementów stolarki. fot. Wojciech Trzcionka

Ekspozycja "Współczesny design stworzony przez współczesnych artystów" w MuseumsQuartier. fot. Wojciech Trzcionka