Andrzej Śmiałek, Designer Roku 2009. fot. iwp.pl

PROJEKTANT TO NIE TYP KSIĘGOWEGO

2.11.2010

LUDZIE

Współczesne projektowanie nie polega tylko na nadawaniu produktom atrakcyjnej formy. Trzeba zrozumieć w jaki sposób postrzegają świat nasi klienci, co jest dla nich ważne - mówi Designalive.pl Andrzej Śmiałek, Designer Roku 2009.
Andrzej Śmiałek, rocznik 1968. Jest projektantem, mmenedżerem, nauczycielem akademickim oraz współzałożycielem i szefem zespołu Ergo Design. Firma powstała z chęci tworzenia produktów, które znajdą miejsce na rynku. - Od wielu lat nie udało mi się wejść do jakiegokolwiek sklepu i nie zobaczyć zaprojektowanego przez nas produktu- przyznaje Paweł Pochopień, założyciel Ergo Design, które w ciągu 16 lat zaprojektowało ponad 500 wdrożonych produktów. Tytuł Designera Roku 2009, który przyznaje prezes Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, Andrzej Śmiałek i Ergo Design otrzymali za konsekwentne i wieloletnie projektowanie innowacyjnych produktów oraz obserwację i uwzględnienie w swoich rozwiązaniach projektowych zmieniających się stylów życia w Polsce. Przede wszystkim jednak jest to nagroda za pasję tworzenia, której nie zatracili w profesjonalnym sposobie projektowania.

Kim współcześnie jest projektant?

- Potocznie projektanta uważa się za twórcę przedmiotów, o które zabiegają producenci gotowi do ich wdrożenia, bądź, po które kupujący gremialnie ustawiają się w kolejce. Jest jednak zupełnie inaczej. Współczesny świat jest tak zbudowany, że to firmy posiadające marki lub wytwórcy produktów tych marek zgłaszają się z określoną potrzebą do projektanta. Projektant nie jest więc samotnym twórcą - geniuszem, ale członkiem zespołu odpowiedzialnego za kreację, rozwój i wdrożenie nowego produktu na rynek.

Mówił pan kiedyś, że pomimo tego, iż jest absolwentem Akademii Sztuk Pięknych, nie czuje się artystą. Co takiego różni artystę od projektanta?
- Artysta ma własne widzenie świata i własną wrażliwość, charakterystyczną tylko dla siebie percepcję rzeczywistości. Z kolei projektant jest najczęściej członkiem zespołu, często bardzo rozbudowanego, który musi odpowiadać prawom rynku. Oczywiście do naszej pracy niezbędna jest zdolność do kreacji oraz umiejętność przetwarzania, interpretowania świata. Naszym tworzywem jest jednak technologia. Musimy z jednej strony podporządkowywać się jej wymogom, a z drugiej - musimy słuchać tego, czego oczekują od nas inni.

Czy projektując można sobie pozwolić na odrobinę tego szaleństwa, jakie jest niemal z góry wpisane w codzienną pracę artysty?
- Projektant to taki człowiek, który cały czas czegoś poszukuje, który stara się zmieniać rzeczywistość. To nie jest typ księgowego, który sobie ułoży wzory, wypełni tabelki i czekając aż mu się to wszystko ładnie doda najchętniej robiłby codziennie to samo, tak aby nie było żadnych odchyleń w jego rzeczywistości. My staramy się naszych klientów inspirować do tego, by podejmowali z nami tę odrobinę szaleństwa, by czasami ryzykowali, wybierali mniej utartą ścieżkę. No i na tym polega nasza rola: inspirować do szaleństwa. Oczywiście nie zawsze jesteśmy dumni z naszych produktów. Często projektujemy według założeń, które klient uważa za najbardziej adekwatne do potrzeby rynkowej. I jeżeli np. chce wprowadzić odkurzacz dla pań sprzątających z małych miejscowości, to my musimy nadać temu odkurzaczowi takie cechy wzornicze i funkcjonalne, aby te panie miały ochotę go kupić. Nie chodzi w takiej sytuacji o stworzenie odkurzacza, którym będą się zachwycali krytycy sztuki.

Jest jakaś uniwersalna recepta na tworzenie chętnie kupowanych produktów?
- Metod działania może być naprawdę wiele. Chętnie kupowane produkty, a jest to myśl przewodnia naszej działalności, powstają zazwyczaj w zespole. Ja nie jestem typem twórcy, który siedzi gdzieś zamknięty w odosobnieniu i godzinami rozmyśla. Mam cały zespół projektowy. Przy każdym projekcie współpracujemy z konstruktorami, z ludźmi z marketingu, sprzedaży, staramy się rozmawiać z zarządem firmy, która zleca nam projekt. Chodzi o to, żeby możliwie jak najlepiej poznać intencje, a czasem przekonać do swoich racji. Umiejętność współdziałania z różnymi środowiskami jest wpisana w nasz zawodowy los.

Zapewne w codziennej pracy niezwykle istotnym elementem jest doświadczenie...
- Ono niczego nie gwarantuje, ale rzeczywiście może pomóc. My mamy tego doświadczenia już 16 lat - to jak na polskie warunki dużo. Tym bardziej, że komercyjne wzornictwo przemysłowe w myśleniu wolnorynkowym przed 1989 rokiem praktycznie u nas nie istniało. Jeżeli funkcjonowało, to bardziej na poziomie akademickim kiedy podejmowało się próby projektowania produktów raczej do szuflady. Tak więc to inne dwie cechy wydają mi się ważniejsze: umiejętność pracy zespołowej, czyli zrozumienie procesów projektowych i umiejętność zarządzania tymi procesami w zespole. Pracując w zespole i to na różnych poziomach: musimy łączyć wiedzę z wielu dziedzin. My mamy na przykład w naszym zespole psychologów rozwojowych. Współczesne projektowanie nie polega tylko na nadawaniu produktom atrakcyjnej formy. Trzeba zrozumieć w jaki sposób postrzegają świat nasi klienci, co jest dla nich ważne. Oczywiście produkt musi być ergonomiczny, funkcjonalny, trafiać w określony gust odbiorcy, ale przede wszystkim musi być w jakimś sensie wyjątkowy, tzn. musi spełniać czasem nawet nieuświadomione potrzeby potencjalnych użytkowników, rozwiązywać ich problem. Musi też być także ekonomicznie uzasadniony.

Dlaczego piękne przedmioty czasami się nie sprzedają?

- Produkt musi być adresowany do kogoś. Jeżeli jest oparty wyłącznie na wewnętrznej kreacji projektanta, odbiorca może go zwyczajnie nie docenić. Nawet "piękny" produkt może nie wzbudzać pożądania grupy docelowej. Może na przykład okazać się zbyt drogim, niefunkcjonalnym, zbyt ekstrawaganckim, itp. Nie znam cudownej recepty na sukces. Jest wiele produktów, które świetnie prezentują się w lifestylowych gazetach, na wystawach designu dostają nawet nagrody, a potem w ogóle się nie sprzedają albo ich sprzedaż jest śladowa. Prawie zawsze wynika to z niezrozumienia grupy odbiorców, do której produkt jest adresowany.
Tzw. piękne przedmioty będą kupować ludzie chcący się wyróżnić albo zaspokoić swoją próżność. Wtedy już wiadomo, że taki produkt musi być sprzedawany pod odpowiednią marką, musi być zrobiony wokół niego cały anturaż, być podejmowane rozmaite działania PR-owe. O ile produkty Starcka czy firmy Alessie można w ten sposób nieźle sprzedawać, o tyle sprzedaż produktów masowych rządzi się innymi prawami.

Obietnicę prestiżu dają projekty, które są wypadkową m.in. dobrej współpracy twórcy z firmą wprowadzającą produkt na rynek.
- Zawsze staramy się odpowiednio przygotować i dostosować do potrzeb naszego klienta usługę, którą oferujemy. Może nie zawsze produkty przez nas zaprojektowane są tak spektakularne, ale dzięki temu niemal zawsze nasi klienci świetnie sobie radzą na rynku i osiągają dobre wyniki. A to dla nas jest źródłem satysfakcji. Zależy nam, żeby jak najdłużej współpracować z tym samym klientem. Oczywiście w pewnym zakresie można pozwolić sobie na szaleństwo, o którym już rozmawialiśmy, ale takie działania muszą wynikać z pozycji marki, być w zgodzie ze strategią oraz wizją firmy klienta. To jest dość skomplikowane, bo każdy projektant ma ochotę na szaleństwo, tak jak każdy deklaruje, że chciałby być wolny. Tyle tylko, że jesteśmy coraz bardziej zniewoleni, właśnie przez prestiż, a właściwie jego potrzebę, wyidealizowane wzorce etc. Ta zasada funkcjonuje np. w wymiarze zmiany mentalności i na rynku widać to "gołym okiem". Są zegarki, które kosztują parę tysięcy euro i są zegarki, za które zapłacimy parę euro. Różnica między nimi polega tak naprawdę na tym, że jedne spełniają tę obietnicę prestiżu, marki, snobizmu, a inne są tylko "zwykłymi" zegarkami. Dzięki dostępnej technologii mogą być jednak tak samo "ładne" i mieć podobne funkcje, a ich masowa produkcja jest gwarantem ich nieporównywalnie niższej ceny.

Czy tytuł Projektanta Roku oprócz prestiżu przyniósł większe zainteresowanie Pańską pracą?
- Było mi oczywiście niezmiernie miło, gdy odbierałem nagrodę. Doceniam również działania Instytutu Wzornictwa Przemysłowego, który próbuje wskazywać na te kierunki w projektowaniu, które mają korzystny wpływ na naszą gospodarkę. Bo taka też powinna być jego rola - edukować i nie ograniczać się tylko do kontaktu z wąskim gronem projektantów, ale przede wszystkim docierać do przedsiębiorców. Tę nagrodę traktuję jako wyróżnienie dla całego naszego zespołu. Ale także, mimo że w tej dziedzinie nie brak mądrzejszych ode mnie, jako znak, że design w Polsce ma naprawdę ogromną siłę.

Rozmawiał: MARCIN MOŃKA