JEŹDZILIŚMY I PŁAKALIŚMY

TOMASZ JAGODZIŃSKI, WOJCIECH TRZCIONKA, KORESPONDENCJA Z FRANKFURTU NAD MENEM

FRANKFURT NAD MENEM 30.9.2013

DESIGN RZECZY STYL ŻYCIA WYDARZENIA

Siedzieliśmy w nowej limuzynie Rolls-Royce’a, którą po naszej wizycie zaraz odkurzono. Na konferencję prasową Audi pojechaliśmy (faux pas) nowym elektrycznym BMW i3. W hali Mercedesa płakaliśmy stojąc nad sportowym AMG SLS (żółtym!) wartym ok. 1 mln zł. Przy Fordzie S-MAX wzruszyliśmy się, bo za projekt nadwozia tego minivana odpowiada Polak - Bogusław Paruch. A na koniec zjedliśmy sałatkę ziemniaczaną (bo kiełbasek szybko zabrakło) w centrum prasowym z kilkoma tysiącami innych dziennikarzy.
Najważniejszy tegoroczny salon samochodowy, 65. Internationale Automobil-Ausstellung (IAA, 12-22 września) we Frankfurcie nad Menem już za nami. To aż 159 premier światowych oraz 1091 wystawców z 35 krajów. Milion odwiedzających, prawie 10 tys. dziennikarzy. Od tych liczb może się zawrócić w głowie. Dla fanów motoryzacji to istny raj. Dla koncernów i polityków miejsce, gdzie trzeba być, inaczej cię nie ma. - Cała światowa branża samochodowa uważa frankfurcki salon samochodowy za najważniejsze targi samochodowe w Europie, a być może nawet na świecie. Dlatego każdy kto tylko może, tu przyjeżdża - mówi Matthias Wissmann, prezes Zrzeszenia Przemysłu Samochodowego w Niemczech.

Przemierzyliśmy wszystkie najważniejsze hale odwiedzając konferencje prasowe (a bardziej wielkie show) największych koncernów, takich jak Mercedes, BMW czy Audi. Widzieliśmy najważniejsze nowości i najciekawsze koncepty. Odczucia mamy dwubiegunowe. Z jednej strony zachwyt, z drugiej rozczarowanie. Pierwsze jednak przeważa.

Mercedes zapraszał na premierę przypominającą rozmachem ogromny koncert. Przy tym pokazał klasę i nie pozwolił sobie na niedociągnięcia. Jeżeli były, to niezauważalne. Koncern jakby wyczuwał, że "młodzi" nie zawsze pragną przeładowania popem i coraz częściej doceniają dobrą tradycję, więc zaproponował również coś dla nich. Szkoda tylko, że kultowy model G był prezentowany jako "final edition". Kończy się pewna era.

BMW zachwyciło elektrycznym i3 ze wspaniale wykończonym wnętrzem. W hali koncernu, po specjalnie zbudowanej estakadzie, krążyły samochody nowej generacji. Sam pawilon był urządzony w najlepszym niemieckim porządku - podzielony na strefy marek jakie są pod panowaniem firmy z Monachium. Mini zapraszało do strefy klubowej, a Rolls-Royce - ekskluzywnego salonu.

Ciekawe stoiska miały także firmy francuskie, które w swój sposób pokazały to, co im w duszy gra i dało się to wyczuć - pokazały parę konceptów i nowości, które były zgodne z ogólnym trendem wykorzystania naturalnych materiałów oraz przetworzonych surowców wtórnych (Peugeot), modą na SUV-y (Citroen), napędu bez spalin (Renault).

Audi pokazało się w formie przewagi dzięki technice. Nanuk jest konceptem naszpikowanym tym, co w Audi najlepsze - ogromne TDI, napęd quattro. Ponadto został zaprezentowany nowy model sport quattro, które odwołuje się bezpośrednio do modelu, który w latach 80. miażdżył konkurencję w rajdach samochodowych. Niestety, sam pawilon Audi, marki zaliczanej do klasy premium, był zbyt krzykliwy i brakowało w nim spokoju. Rozczarowała "reszta" koncernu Auli. Volkswageny, Seaty, Skody, Bugatti, Lamborghini, Porsche stłoczone zostały w jednym pawilonie. Mix to był niekoniecznie strawny. Aż dziwne, że firma, która jednak ma co pokazywać, zrobiła to w tak byle jaki sposób.

Niedosyt pozostał też po wizycie na stoisku Fiata. Ale za to było nowe Maserati Ghibli (z dieslem niestety), podobały się kolejne wersje Ferrari i Alfa Romeo 4C. Były Fiat 500 w nowych wersjach, Abarth z wersją na 50-lecie firmy i elegancka Lacia. Do Grupy Fiata należy obecnie także Jeep, który pokazał się na szczęście w swoim stylu i eksponował głównie Wranglery, które na szczęście są dalej Jeepami.

O dziwnych chińskich autkach pisać nie będziemy, bo szkoda miejsca. Volvo najładniej zaprezentowało meble (oczywiście szwedzkie), bo samochody tej marki już dawno przestały przypominać Volvo. Jaguar zaprezentował… SUV-a, w dodatku przypominającego krzyżówkę dużo ładniejszych: Mazdy, Nissana i Citroena. Japończycy też rozczarowali. Prezentowali może świetne rozwiązania technologiczne, ale koczmarnie opakowane. Dużo lepiej wypadali w tym zestawieniu Koreańczycy.

Więcej o IAA i ciekawych premierach w artykule: Ekologia staje się przymusowym luksusem

A jakie to wnioski mamy po odwiedzinach IAA? W jakim kierunku zmierza motoryzacja? Najlepiej widać to zawsze w konceptach, w których coraz śmielej wykorzystuje się surowce wtórne, naturalne materiały i surowce takie jak miedź (Peugeot) czy stal (KIA). Trendy jednak gołym okiem dostrzegamy również w samochodach, które na rynek zaraz trafią, lub już na nim są. Każdy samochód jest przeładowany elektroniką (ściąganie poczty czy przeglądanie Facebooka na ekranach wielkości dzisiejszej gazety zaczyna być normą), coraz częściej są to wozy elektryczne (amerykańska Tesla ma już tylko takie), a nawet samojeżdżące. Jeżeli motoryzacja pójdzie w tym kierunku, to prawo jazdy, wszystkie katusze nauki parkowania i zasad jazdy przestaną nas dotyczyć, a gminy nie dorobią już na zdjęciach z fotoradarów.

- Nie istnieje już coś takiego jak samochód. Samochód jest częścią systemu, w którym żyjemy. A jeżeli twój produkt czy twoja działalność nie należy do internetowego ekosystemu, to znaczy że nie istniejesz - podsumowuje IAA dla "Deisgn Alive" Zuzanna Skalska, obserwatorka trendów motoryzacyjnych w holenderskim VanBerlo.

Wysłannicy IAA do Frankfurtu: Tomasz Jagodziński (z lewej) i Wojciech Trzcionka.

Premiera BMW i3. fot. Wojciech Trzcionka

Premiera Mercedesa. fot. Wojciech Trzcionka

Szwedzki design na stoisku Volvo. fot. Wojciech Trzcionka

Ploppy Oskara Zięty na stoisku Audi. fot. Wojciech Trzcionka

Chiński szpieg w nowym BMW i3. fot. Wojciech Trzcionka