JEŚLI NIEZWYKŁE ŻYCIE, TO TYLKO W ŁODZI

DARIA GUBA, MARCIN MOŃKA

16.11.2010

BEZ KATEGORII

Rekordowa liczba 40 tys. ludzi odwiedziła tegoroczny Łódź Design Festival. Na ponad dwa tygodnie miasto przeistoczyło się w centrum designu, a projektanci oraz uczestnicy festiwalu wyjechali z głowami pełnymi pomysłów.
Łódź stała się już rozpoznawalną marką. Tylko w dniu inauguracji przestrzeń festiwalową odwiedziło ponad 4 tys. osób. Okazuje się, że nie tylko w Londynie i Eindhoven, ale również w Polsce mogła powstać impreza, na której twórcy (w tym roku rekordowa liczba ponad 200 projektantów) chcą się zaprezentować i spotykać z publicznością.

- Festiwal rozwinął się w sposób niewiarygodny. Mamy coraz więcej wystaw, także międzynarodowych. Pierwsza edycja była szukaniem odpowiedzi na pytanie czy w Polsce jest design i czy w ogóle warto robić takie imprezy. Teraz odpowiedź już znamy. Tłumy na wystawach oznaczają, że design to coś więcej niż tylko modne słowo. Mam nadzieję, że design jako określenie dla przedmiotów, które dobrze służą człowiekowi będzie coraz lepiej rozumiany - przyznała Agnieszka Jacobson-Cielecka, kurator programu głównego ŁDF.

Ideą przewodnią tegorocznego festiwalu był Amazing Life, czyli "niezwykłe życie". Gdzie szukać tej niezwykłości? Odpowiedzi można było szukać w rozmaitych przestrzeniach festiwalowych, choć jego główną areną stała się przestrzeń Łódź Art Center, czyli tzw. Strefa Tymienieckiego. Przez 16 dni uczestniczyliśmy w procesie stawania się przedmiotów, obserwowaliśmy jak mogą otrzymywać kształty, jaką materię najlepiej wykorzystywać w ich powstawaniu, a także jak długi może być żywot konkretnego obiektu. Nie brakowało też deformacji i poszukiwania w niej ciągłości, piękna, inspiracji do tworzenia. O tych zjawiskach opowiadały dwie główne wystawy festiwalu: "Strefa zgniotu" oraz "Underpressure", zorganizowane przez Agnieszkę Jakobson-Cielecką (autorka pierwszej z nich) oraz Oskara Ziętę.

- Wystawa podkreśla, że wciąż poszukujemy nie tylko nowych inspiracji ale i nowych materiałów. Projektant aby móc stworzyć produkt, który jest rozpoznawalny i znany, wciąż uczestniczy w procesie pozyskiwania wiedzy i musi poszukiwać zarówno w technologii, sztuce czy życiu codziennym - mówił Zięta.

Pomysłów na niezwykłe życie można było odnaleźć w Łodzi naprawdę wiele. Przykładem była ekspozycja "Table Talk", gdzie swoje projekty zaprezentowało Studio Formafantasia, hołdując wszystkiemu co proste i nieskomplikowane. Na ekspozycję trafiły m.in. naczynia i lampy wykonane z mąki i odpadów rolniczych.

Łódzki festiwal wciąż się rozwija i wprowadza nowości. Jedną z nich był w tym roku Remade Market, czyli jednodniowa możliwość zakupu wybranych produktów. W tym roku zaproszenie do sklepu przyjęło kilkudziesięciu projektantów i producentów. - To znakomity pomysł i mam nadzieję, że w przyszłości będzie kontynuowany. Z rozmów z klientami wynika, że często brakuje im podczas festiwali designu właśnie możliwości zakupienia interesującego ich produktu, który nie tylko będzie pamiątką z wydarzenia ale także umili im życie - przyznała Agnieszka Paul, która prezentowała i sprzedawała swoje projekty modowe.

Wśród kupujących można było spotkać osoby z całej Polski, od Śląska po Pomorze. Część z nich w ogóle odwiedziła Łódź z mocnym postanowieniem zakupów. - Zbierałyśmy pieniądze przez ostatnie miesiące, by teraz wydać w tym niecodziennym sklepie - mówiły Paulina i Beata, studentki które do Łodzi przyjechały z Wrocławia.

Nowym wydarzeniem był także przegląd portfolio. Uczestniczyli w nim młodzi polscy projektanci, których przysłowiowe "teczki" oglądali specjaliści z branży. - To bardzo dobra forma współpracy pomiędzy młodymi twórcami, szukającymi swojego miejsca w świecie projektowania a bardziej doświadczonymi starszymi kolegami. Takie współdziałanie może działać w obie strony, możemy inspirować się przecież wzajemnie. I jestem pewien, że o wielu osobach które prezentowały swoje portfolio w przyszłości usłyszymy - przyznał projektant Tomek Rygalik, który był jedną z osób przeglądających portfolio młodych projektantów.

Ideę prezentacji portfolio chwalił również Oskar Zięta. - W Szczecinie, gdzie rozpoczynałem swoją edukację projekty wrzucaliśmy do szpary w drzwiach i zupełnie nie mieliśmy wpływu na ich ocenę. Trzeba odejść od tego i dać młodym osobom możliwość prezentacji przed osobami z różnych dziedzin, od grafików do technologów produkcji i projektantów - opowiadał Zięta.

Wydarzeń festiwalowych było w tym roku mnóstwo, i organizatorzy nie kryją zadowolenia z zakończonej niedawno imprezy. - Wsłuchujemy się w opinie osób które nas odwiedziły oraz tych, które w ten czy inny sposób były w imprezę zaangażowane. Dlatego też po wysłuchaniu opinii będziemy wiedzieć, które festiwalowe pomysły pojawią się w następnym roku - przyznała Dorota Stępniak, menedżer artystyczny i pomysłodawczyni ŁDF.

Wystawa "Underpressure" cieszyła się ogromnym wzięciem. fot. Wojciech Trzcionka

Łódź stała się już rozpoznawalną marką. Tylko w dniu inauguracji przestrzeń festiwalową odwiedziło ponad 4 tys. osób. fot. Wojciech Trzcionka