JAK PIJANE DZIECI WE MGLE

ROBERT KONIECZNY, ARCHITEKT, KWK PROMES

26.10.2010

BEZ KATEGORII

Urbaniści już chyba nigdzie nie pracują. Stało się tak po naszym łagodnym przewrocie, gdy porozwiązywały się biura planowania, zapanował wolny rynek i pełen luz. O wszystkim zaczęli decydować politycy. Przykład? Katowice.
Katowicki dworzec kolejowy jest wybitnym przykładem brutalizmu. A cóż to znaczy wybitny przykład brutalizmu? To znaczy mniej więcej to samo, co wybitny przykład baroku czy renesansu. Brutalizm to znakomity styl w architekturze, opierający się o konstrukcje grzybkowe. Tak się składa, że takich konstrukcji na świecie jest bardzo mało, można je spotkać w Stanach Zjednoczonych oraz Meksyku. Niewiele takich obiektów powstało w Europie, a znakomitym przykładem są właśnie Katowice ze swoim dworcem.

Ten styl opiera się na konstrukcjach, których już nikt nie realizuje, bo są ekstremalnie trudne w wykonaniu i przy tym niesłychanie drogie. Kiedyś pojawiło się takie porównanie, którego i ja chciałbym się trzymać: to tak jak z budowaniem piramid - nikt już tego nie robi, bo to byłoby absurdalne, ale kupa ludzi jeździ, by to oglądać. Tak samo jest z katowickim dworcem. Już nikt nie jest w stanie zrobić takiego cuda z żelbetu. Wykonanie czegoś podobnego w tej chwili mogłoby się wydawać kosmosem. W Polsce nikt tego nie zrobi, może mogliby wykonać coś podobnego w Niemczech czy Szwajcarii, za całe morze pieniędzy.

Obecnie dworzec jest doprowadzony do ruiny, jednak kielichów nie da się doprowadzić do ruiny, ponieważ są wieczne i niezniszczalne. I choć chcą go zniszczyć, ich wysiłki na niewiele mogą się zdać. Są mocniejsze niż projekt zakładał. Nie byłoby tego całego zamieszania, gdyby w pierwszej specyfikacji przetargowej na temat przebudowy dworca nie zabrakło zapisu o zachowaniu kielichów. Stąd całe to zamieszanie. Opinia publiczna wciąż jest manipulowana - dostaje sygnały, że albo będzie nowy śliczny dworzec albo ten śmierdzący syf, który jest teraz.

Wiele środowisk nie jest przeciwko budowie galerii handlowej, ale apeluje: zachowajmy to, co cenne. Kielichy powinny pozostać na swoim miejscu. Najgorsze jest to, że właścicielem dworca wciąż pozostanie PKP. I zapewne powtórzy się sytuacja z Krakowa, gdzie powstała galeria, a dworzec wciąż jest tak zaszczany, jaki był dotąd.

A Katowice są słynne trochę z architektury posindustrialnej oraz przede wszystkim z moderny przedwojennej. Oraz z dworca. Ludzie niestety nie wiedzą na czym polega wartość dworca.

Inaczej jest we Wrocławiu - tam jest prowadzona mądra polityka, jest hala ludowa zrobiona w żelbecie, gdzie przychodzą wycieczki, oprowadza je pani przewodnik i opowiada historię miejsca. Chwalą się obiektem, bo mają świadomość że jest cenna. W naszym świecie chodzi o to, by czymś się wyróżnić, a nie zniszczyć wszystko co cenne.

Zauważam niestety, że władze wiele ruchów wykonują z perspektywy wyborów. Niewiele jest osób myślących w szerszej perspektywie. Miasta w Polsce zresztą unikają takiego myślenia. Dzieje się tak dlatego, że urbaniści już chyba nigdzie nie pracują. Stało się tak po naszym łagodnym przewrocie, gdy porozwiązywały się biura planowania, zapanował wolny rynek i pełen luz. O wszystkim zaczęli decydować politycy. A wiele problemów wynika z niewiedzy. Bo przecież zarówno polityk jak i pojedynczy twórca, nawet geniusz, jest jest w stanie udźwignąć zadania, jakim jest praca na rzecz dobrego planowania przestrzennego. To raczej zadanie dla dużego organizmu wielu specjalistów, którzy wszystko potrafiliby ogarnąć.

Dobry przykład to Wrocław - tam w biurze planowania pracuje ponad 100 osób, od największych mózgów poprzez małe grupki zbierające np. rozmaite dane. To miasto, jeśli chodzi o pewien rozwój i strategię - jest bardzo dobrze zarządzane. Tam prezydent jest menedżerem i dobrze wie, że poszczególne odcinki powinien powierzać fachowcom. I okazuje się, że mają pewien plan i strategię, wciąż nad czymś myślą i planują. A później gładko rozpoczynają kolejne realizacje i jakoś nie ma w nich chaosu.

W wielu innych miastach często raczej wszyscy zachowują się jak pijane dzieci we mgle. A we Wrocławiu, który podaję tu jako dobry polski przykład, robota idzie jak po sznurku.

Przeraża mnie przepaść powstająca w naszych miastach - jeśli urbanistycznie i mentalnie powstaje taka długa, wieloletnia dziura, to w końcu potrafi ona wywołać awarię. Dobrym przykładem jest architektura - buduje się rzeczy, które później są nie do naprawienia, pewnych obiektów nie można zniszczyć ani wyburzyć, pozostaną już na dziesiątki lat, ponieważ kosztują gigantyczne pieniądze. Tam gdzie jeszcze można - trzeba myśleć z głową, planować perspektywicznie na wiele lat. By nie było syndromu Katowic - i niszczenia tego co najcenniejsze.

Robert Konieczny światowej sławy architekt, znany z odważnych i nietypowych projektów domów. Wielokrotnie nagradzany. Prowadzi KWK Promes w Katowicach. fot. Wojciech Trzcionka

Katowicki dworzec kolejowy jest wybitnym przykładem brutalizmu. fot. Wojciech Trzcionka

Obecnie katowicki dworzec jest doprowadzony do ruiny, jednak kielichów nie da się doprowadzić do ruiny, ponieważ są wieczne i niezniszczalne. fot. Wojciech Trzcionka

Przykład brutalizmu w Europie. Stacje paliw Repsol w Hiszpanii, projekt Foster & Partners. fot. ARC