DESIGN MIAMI/BASEL: IM MNIEJ, TYM LEPIEJ I DROŻEJ

MARCIN MOŃKA

1.7.2011

WYDARZENIA

Impreza w szwajcarskiej Bazylei odbyła się po raz szósty, i wśród odwiedzających często bywa określana jako alternatywne targi wzornictwa. Dlaczego? Ponieważ zamiast producentów np. mebli pojawiają się na niej głównie galerie zajmujące się na co dzień sprzedażą designu. I choć odbywają się w tym samym czasie, co słynne targi sztuki ART w Bazylei, potrafią generować nieco inną publiczność. Bazylea to też miejsce, gdzie pojedynczy mebel może kosztować np. 40 tys. euro, a gdzie zakupy zwykli robić celebryci, np. Brad Pitt.
Design Miami/Basel to nie tylko świat wysmakowanych przedmiotów, ale także znakomite towarzystwo krytyków sztuki, kuratorów, artystów, projektantów, dyrektorów galerii i muzeów. Spotkania i dyskusje są w Bazylei na porządku dziennym, a wymiana doświadczeń staje się równie ważna jak prezentacja nowo nabytych kolekcji i obiektów. To niezwykłe forum, z energią, nowościami, z najbardziej wpływowymi dealerami i kuratorami. Jest tu wszystko to, co kolekcjonerzy cenią sobie najbardziej.

Niemal każdy przedmiot jest tutaj unikalny - jeśli nawet nie natrafimy na niepowtarzalny, wykonany w jednej sztuce przedmiot, to i tak możemy być pewni, że obcujemy z czymś, co wyprodukowano najwyżej w ilości kilkunastu egzemplarzy. Stąd publiczność która je odwiedza jest dość specyficzna, odwiedzających łączy jednak potrzeba posiadania niepowtarzalnych wzorów.

Te kolekcjonerskie targi designu odbywają się w dawnej hali targowej w Bazylei, i co roku pada rekord ilości galerii tutaj się wystawiających. Jeszcze trzy lata temu było ich 28, w tym już 43, z najbardziej prestiżowych w świecie kolekcjonerskim galerii. Co roku są obecne galerie z Paryża, Nowego Jorku, Mediolanu, Rotterdamu, Londynu, Kolonii czy Berlina. Na każdej edycji ich przybywa: po raz pierwszy na imprezie pojawiła się choćby paryska galeria Doria, specjalizująca się w meblach i przedmiotach dekoracyjnych, pochodzących z lat 30. XX wieku. Podobny debiut ma za sobą galeria Ulrich Fiedler z Berlina, która z kolei specjalizuje się w projektach Bauhausu.

Po raz pierwszy też targi odbyły się pod nowym kierownictwem. Imprezę wymyśliła Amerykanka Ambra Medda‚ od tego roku szefuje jej jednak Marianne Goebl. - Choć jesteśmy jeszcze młodymi targami, szybko staliśmy się jednak najbardziej znaczącą przestrzenią do odwiedzania zarówno nowoczesnego jak i historycznego designu - mówi Marianne Goebl. Swój debiut uznała za udany.

Impreza co roku bardzo się rozrasta - w tym roku można było jednak usłyszeć opinie o ciasnocie, tłumach odwiedzających, problemach z komunikacją wewnątrz obiektu targowego, co uniemożliwiało komfortową kontemplację wielu kolekcjonerskich propozycji. Kolekcjonerzy jednak i tak byli zadowoleni, bo tak naprawdę wydarzenie absorbuje całą ich uwagę. To tutaj można podążyć za trendami, o których nie mówi się na innych imprezach branżowych, m.in. dlatego, że prezentowane są obiekty, które nie trafiają do szerszej, masowej produkcji. Konfrontacja tego, co masowe z tym, co unikatowe to jeden z przewodnich tematów wielu rozmów odbywających się w Bazylei, do tego wiele uwagi poświęca się zagadnieniom nie tylko przenikania sztuki z projektowaniem, ale także prezentacji najbardziej wymyślnych, abstrakcyjnych form w pozbawionym rutyny otoczeniu. Często pojawiają się pytania o przyszłość branży w ogóle i rolę projektanta w świecie przedmiotów, zewsząd zalewających ludzkość.

Co w tym roku przykuło szczególną uwagę zwiedzających? Max Lamb pokazał swoją China Granite Project II, czyli elementy powstające z chińskiego granitu, Piet Hein Eek zaprezentował ławy i stoły powstałe z drewna i stali, zainteresowaniem cieszyły się też surrealistyczne obiekty stworzone przez Pierre'a Charpina, z kolei Bethan Laura Wood zaprezentowała Pyrex Lamp oraz skomplikowane meble stworzone z mozaikowego laminatu.

Design Miami/Basel to miejsce, gdzie obok klasyków XX wieku (można natrafić tu na przedmioty projektu Jeana Prouvé czy Le Corbusiere'a) spotykamy najbardziej nowatorskich twórców, tworzących „wzornictwo przyszłości”. To dlatego co roku jest w Bazylei przyznawany tytuł Designer of the Future, czyli Projektanta Przyszłości. W tym roku otrzymali je: Asif Khan z Wielkiej Brytanii, Mischer'Traxler z Austrii i Studio Juju z Singapuru.

Najmocniej historyczny design reprezentowały w tym roku obiekty Jean Prouvé i Jean Royère. Wszystko dlatego, że Design Miami/Basel stała się platformą spotkania tradycji ze współczesnością. I dowiodła, że unikaty wciąż są w cenie. Przekonują się o tym nie tylko ci, którzy odwiedzają w czerwcu Bazyleę, ale także osoby które decydują się na grudniowy wypad do Miami - tam bowiem te alternatywne targi designu mają swoją amerykańską odsłonę.


Design Miami/Basel. Niemal każdy przedmiot jest tutaj unikalny. fot. James Harris

Studio Juju z Singapuru pokazało projekt Namiot, który zachwycił publiczność targów. fot. James Harris

Imprezie towarzyszyło światowe forum designu. fot. James Harris

Max Lamb pokazał swoją China Granite Project II, czyli elementy powstające z chińskiego granitu. fot. Materiały prasowe

Piet Hein Eek zaprezentował ławy i stoły powstałe z drewna i stali. fot. Materiały prasowe

Surrealistyczne obiekty Pierre'a Charpina. fot. Materiały prasowe