CZECHOSŁOWACKIE IKONY W PARYŻU

MAC


2.9.2011

WYDARZENIA

Na zabawkach Libušy Niklovej wychowywały się tysiące dzieci, nie tylko w Czechosłowacji. Do dziś wiele osób pamięta dmuchane słonie, plastikowe pieski, składające się jak harmonijka kotki, które towarzyszyły im w dzieciństwie. Teraz zabawki czeskiej projektantki można oglądać w Paryżu na specjalnie zorganizowanej wystawie retrospektywnej, zatytułowanej "Plastique ludique" w Muzeum Arts Decoratifs.
W tym roku mija 30. rocznica śmierci Libušy Niklovej i m.in. z tej okazji Francuzi postanowili przypomnieć kultowe już zabawki. W sumie zgromadzono na niej 120 eksponatów, choć w przypadku tej twórczości trudno używać takiej terminologii. To oczywiście prawda, że jej służące do zabawy przedmioty trafiły do galerii, funkcjonującej już od ponad 100 lat. O projektach Czeszki mówi się jako o ikonach, lecz podobnie jak i kilkadziesiąt lat temu, również i dziś dzieci chętnie po nie sięgają. Choć zabawki zdobywały popularność w latach 60. i 70. zeszłego stulecia, a później zostały wycofane z produkcji, to jednak część z nich powraca do dziecięcej rzeczywistości. Wszystko za sprawą firmy Fatra, która zainspirowana przez syna projektantki i wykorzystując kilka zachowanych rysunków i projektów podjęła się produkcji kilku wybranych modeli zabawek w limitowanej serii.

Gdy projektowane przez Czeszkę zabawki zaczęły znikać z produkcji kilkadziesiąt lat temu nie był to wcale sygnał, że tracą w jakiś sposób na popularności. Zawinił surowiec, z którego były produkowane, gdyż stosowane do ich produkcji tworzywa sztuczne zawierały substancje szkodliwe dla zdrowia najmłodszych. Teraz zabawki powracają i to w dwóch wymiarach: w produkcyjnym, gdzie dziecięce zabawy umilają żyrafa, słoń i byk oraz symbolicznym, właśnie na ekspozycji w Paryżu.

Miejsce prezentacji grubo ponad setki zabawek nie jest przypadkowe: Muzeum Arts Decoratifs, czyli Muzeum Sztuki Dekoracyjnej gromadzi w swoich zbiorach także zabawki, na stałej ekspozycji jest ich kilkanaście tysięcy. I Francuzi obecnie odkrywają zabawki czeskiej projektantki. Libuše Niklová była bardzo twórczą osobowością, i choć szerszej publiczności jest znana przede wszystkim z projektów zabawek, tworzyła również przedmioty uznawane za narodowe patenty. Twórczyni była otwarta także na nowinki technologiczne, stąd m.in. zainteresowanie plastikiem. Zapewne uniknęłaby pracy z tym tworzywem, gdyby nie ograniczenia w stosowaniu drewna w produkcji zabawek, które okazało się zbyt drogim materiałem. Wtedy też rozpoczęła pracę nad kolejnymi zabawkami, które szybko stały się jednymi z najbardziej rozpoznawalnych zabawek na świecie. Libušę Niklovą interesowały głównie motywy zwierzęce, stąd liczną kolekcja zabawek tworzyły żyrafy, słonie, koty, pieski. Wszystkie były niezwykle kolorowe, część krytyków odnajdowała w nich nawet wpływy popartu.

I takie są też zabawki projektantki: niebieski słoń, czerwony bawół, żółta żyrafa, czarny kot. Część z nich była nadmuchiwana, a kilka okazało się prawdziwie rewolucyjnymi pomysłami, jak wspomniany czarny kot, którego tułów jest wykonany z białej harmonijki, dzięki której można go składać. Siłą zabawek były nie tylko ich kształty i forma sprawiające, że można je było przytulać, skakać czy turlać się z nimi po dziecięcym pokoju a nawet pływać w morzu. Zabawki były również funkcjonalne i bezpieczne, a wnikliwi milusińscy mogli je rozebrać do podstawowych elementów. Projektantka zmieniła nie tylko świat ówczesnych topornych zabawek produkowanych w Czechosłowacji, ale również starała się projektować je tak, aby zabawę uczynić maksymalnie twórczą. Jej plastikowe zwierzaki były elastyczne, a dzieci mogły dzięki nim naśladować zjawiska istniejące w naturalnym środowisku, jak choćby skradanie czy miauczenie.

Wystawa w Paryżu potrwa do listopada. Więcej: www.lesartsdecoratifs.fr i www.fatra.cz

Czarny kot, którego tułów jest wykonany z białej harmonijki, to kultowa zabawka z czasów Czechosłowacji. fot. Studio Toast i Luc Boegly

Libuše Niklová była bardzo twórczą osobowością, i choć szerszej publiczności jest znana przede wszystkim z projektów zabawek, tworzyła również przedmioty uznawane za narodowe patenty. fot. Studio Toast

Miejsce prezentacji grubo ponad setki zabawek nie jest przypadkowe: Muzeum Sztuki Dekoracyjnej gromadzi także zabawki, na stałej ekspozycji jest ich kilkanaście tysięcy. fot. Studio Toast i Luc Boegly

Choć zabawki Libušy Niklovej zdobywały popularność w latach 60. i 70. zeszłego stulecia, a później zostały wycofane z produkcji, to jednak część z nich powraca. fot. Studio Toast i Luc Boegly