CENTRUM ŚWIATA JEST TAM, GDZIE JESTEM JA

TEKST: ANGELIKA OGROCKA, ZDJĘCIA: MAREK SWOBODA/WWW.MAREKSWOBODA.COM

CIESZYN 3.3.2015

STYL ŻYCIA WYDARZENIA

Wśród gości zaproszonych na Rozmowy "Design Alive" znaleźli się ludzie kultury związani ze Śląskiem Cieszyńskim. Mimo tego, że na co dzień zajmują się odrębnymi dziedzinami, na miejsce swojej działalności wybrali właśnie Cieszyn bądź jego okolice. Jak motywowali swój wybór? Co dla nich oznacza życie na peryferiach? Gdzie widzą centrum? Na te i inne pytania odpowiadali Ewie Trzcionce, redaktor naczelnej "Design Alive", podczas panelu zorganizowanego 28 lutego w ramach 10. Urodzin Zamku Cieszyn.
- Tematykę wybrałam już dawno, bo pojęcia centrum i peryferii bardzo mnie ciekawią. Idąc na Rozmowy "Design Alive", trafiłam na alfabet opracowany przez Zamek na swój jubileusz - pod  literą "A" były "Antypody" z całym swoim peryferyjnym ładunkiem. Widać, że, choć niezależnie, to myśleliśmy podobnie, bo peryferie dzisiaj mogą być jedynie w głowie - zainicjowała dyskusję na temat peryferyjności Ewa Trzcionka.

Jako pierwsza o swoich doświadczeniach opowiedziała Ewa Gołębiowska, gość specjalny panelu, dyrektorka Zamku Cieszyn, spiritus movens urodzin. - 15 lat temu, przygotowując się do stworzenia tego miejsca, wiedzieliśmy, że mamy działać na styku kultur. Miałam świadomość, że nic w kwestii designu nie umiem. To było ważne dla załogi mówić: "nie wiem". Przez to zachęcaliśmy do współpracy. Mogliśmy na kompetencji i doświadczaniu tych osób bazować w tworzeniu Zamku. Funkcjonowaliśmy w całym kraju, odczytując potrzeby środowiska m.in. wspierając młodych projektantów. Budowaliśmy to na pozytywnych przykładach. Teraz podkreślamy praktyczny aspekt designu. Bo nie wystarczy wdrażać innowacji. Trzeba o nią dbać. A obecny problem niezrozumienia designu jest taki, że powszechne rozumienie przejawia się jako oczekiwanie fajnych rzeczy.

Ewa Gołębiowska zdaje się być kuratorką swojego życia. Tu w Cieszynie tworzy swoje życie prywatne i zawodowe. Dużo podróżuje, ale chętnie wraca. I nie potrzebuje wyobrażać sobie życia gdzie indziej. - Jestem z tego zadowolona. To chyba klucz do bycia tutaj - dodaje. Podczas spotkania Zamek został nazwany polem, na którym wyrastać mogą kolejne plony. A przez dekadę takich inicjatyw wyrosło sporo i to nie tylko w Cieszynie. - Czasem wystarczy stworzyć dobre warunki, by rosło. Choć wiemy, że - jak to w przyrodzie - trudne warunki pobudzają do walki i wzmacniania - mówiła Gołębiowska.

Zamek Cieszyn to nie jedyna instytucja działająca na obszarach Śląska Cieszyńskiego. - Galeria Szara krojona jest na miarę tego miasta. Naszą pierwszą misją było pokazywanie w Cieszynie tego, co się dzieje na zewnątrz. Wystawy obudowujemy innymi wydarzeniami, a transgraniczność weszła naturalnie w nasz program. Wydaje nam się, że jesteśmy bardzo egzotyczni dla środowiska, bo działamy nietypowo - niestety często wbrew ekonomicznym warunkom - podkreślała Joanna Rzepka-Dziedzic, prowadząca Galerię Szarą.

Czy obrzeża mogą być centrami? Według Wojciecha Kłapci z Pajak Sport z Bielska-Białej - tak. - To, że dane ośrodki stają się centrami, mimo że nimi nie są geograficznie, wynika z mentalności osób, które tam są. Ważne jest, żeby czuć, że ten krąg znajomości, w którym tworzę, to miejsce, gdzie zawsze będę się czuł dobrze - mówił dyrektor sprzedaży pochodzącej z Bielska-Białej marki Pajak Sport zaopatrującej w najnowsze technologicznie wyposażenie sportowe. Z kolei artysta wizualny, Tom Swoboda, który ma na swoim koncie wystawy w polskich i światowych galeriach, a także projekt "Artysta w czasach beznadziei. Najnowsza sztuka polska" pod okiem kuratora Zbigniewa Libery, dostrzegał nowe możliwości prowincji. - Obrzeża dają mi nową optykę do spojrzenia na pewne rzeczy. Centrum i peryferie są zmienne i niestałe. Uważam jednak, że centrum świata jest tam, gdzie ja. Tam, gdzie mogę eksplorować i tworzyć swoją sztukę.

Peryferie jako miejsce mieszkania, życia oraz tworzenia to zaplanowane działanie? - Tak, to że mieszkam w Cieszynie to był mój świadomy wybór. Żyje mi się tu przyjemniej. Dla mnie mieszkanie w tym mieście to przywilej - opowiadała Urszula Szwed z przedsiębiorstwa społecznego Parostatek, czyli spółdzielni socjalnej zrzeszającej siedem młodych, ambitnych i niezmiernie aktywnych kobiet, które organizują warsztaty, wystawy, gry miejskie, a nawet publikują. Podobne spostrzeżenia usłyszeliśmy od Przemysława Czernka, autora jednego z rozdziałów na temat architektury Śląska Cieszyńskiego w albumie "Modernizmy". - Miotałem się między Warszawą a moją małą ojczyzną. Szala zwycięstwa przechyliła się na to drugie miejsce, bo tam natłok zdarzeń mnie rozpraszał i przytłaczał.

- My mieszkający na tzw. prowincji lubimy do centrów jeździć, odwiedzać je i czerpać z ich bogactw. Miło jednak jest wrócić i dać sobie czas na przetrawienie tego, czego zaczerpnęliśmy. Oddalenie od skupisk ludzi, wydarzeń i szeroko rozumianych atrakcji, działa jak sito. Wybierasz to, co najlepsze. To nieistotne, gdzie działasz, jeśli wiesz, co chcesz robić. Gdy robisz to dobrze, to i tak cię znajdą - podsumowała rozmowę Ewa Trzcionka, która na co dzień nadzoruje redakcję "Design Alive" mieszczącą się również w Cieszynie.

Rozmowy "Design Alive" to projekt realizowany od dwóch lat podczas różnych wydarzeń, jak np. Tauron Nowa Muzyka. Jak są odbierane? - Zawsze jeżeli mam styczność z ludźmi, którzy mają pasję, chłonę od takich osób podejście do ich pracy, ten entuzjazm. Zdobywam inne spojrzenie na nowe tematy i takie, którymi się zajmuję. Czasami potrzebuję kogoś, kto spojrzy z boku, powie: "Robicie dobre rzeczy", "Robicie złe rzeczy" albo po prostu zmieni mój sposób postrzegania. Takie panele dają to, że człowiek ma naładowane akumulatory na kolejne miesiące czy lata pracy - zapewniał Wojciech Kłapcia.